Aldecaldos – Cyberpunk 2077. 11 naszych ukochanych frakcji z gier wideo
Spis treści
Aldecaldos – Cyberpunk 2077
Świat Cyberpunka jest na tyle różnorodny, że każdy znajdzie w nim coś dla siebie. Przeróżne frakcje uzupełniają się, wchodząc w skład większych grup społecznych. Wśród nomadów żyjących poza miastami Aldecaldos są najstarszą i największą grupą w USA. Wchodzą w skład Siedmiu Nacji, nieoficjalnej „organizacji” zrzeszającej największe grupy nomadów.
Założone w latach 90. ubiegłego wieku w Los Angeles przez Juana Aldecaldo i jego rodzinę ugrupowanie, szybko zdobywało kolejnych członków, co pozwalało stopniowo zwiększać wpływy. Gdy Johnny Silverhand postanowił się ukryć, Aldecaldos udzieli mu schronienia i pozwolili ze sobą wędrować. Mieli swój udział w wojnie korporacyjnej i ataku na wieżowiec Arasaki. W 2077 roku są jedną z dwóch frakcji zamieszkujących pustkowia, choć daleko im do wcześniejszych wpływów. Z uwagi na ich nieco spokojniejsze usposobienie chętnie wchodzą w kontakty i handlują z V, choć nie przychodzi to graczowi na początku zbyt łatwo. Jedna z opcji romansowych głównego bohatera, Panam Palmer, wywodzi się z frakcji Aldecaldos, a także inicjuje wątek fabularny z nią związany.
GŁOS REDAKCJI
Przed premierą Cyberpunka 2077 miałem wielki plan - trzymać się jednej strony barykady. Z tego też powodu zacząłem jako korporacyjny pionek, jednak z czasem coraz bardziej odchodziłem swoim V od wytyczonej ścieżki. Wszystko zmieniło się w momencie poznania Panam i innych nomadów, a prowadzona przez nich droga stała się również moją. Korporacyjny urzędnik, który stał się punkiem, żeby na końcu uciec z Night City w nieznaną sobie, ani nikomu innemu przyszłość.
Marcin „Nicek” Nic
Nie umiem jednoznacznie wskazać, skąd wzięła się moja sympatia do Aldecaldos. Częściowo na pewno za sprawą Panam – świetnie napisanej postaci, której po prostu nie da się nie lubić. Częściowo niechybnie stąd, że „mój pierwszy V” był nomadem, a co za tym idzie, starałem się podejmować nim decyzje możliwie zgodne z wybraną przeszłością, które ostatecznie sprawiły, że dołączyłem do Aldecaldos. Wydaje mi się jednak, iż gdzieś za tym wszystkim była obietnica wolności, niesiona przez tę frakcję – życie z dala korporacji Night City, jego zgiełku. Paradoksalnie nie podobało mi się jednak zakończenie nomadów. Wprawdzie można je uznać za najbardziej pozytywne ze wszystkich, ale jednocześnie każda jego iteracja wywołała we mnie mieszane uczucia – czy to za sprawą poniesionych strat, czy przez kłamstwa, z którymi musiał żyć V.
Hubert „hexxo” Śledziewski