Najlepsze seriale fantasy - wybór redakcji
Zespół GRYOnline.pl zagłosował na najlepsze seriale fantasy w historii telewizji. Które tytuły pochłonęły nas bez reszty? Co trafiło do zestawienia oprócz Wiedźmina i Gry o tron (oraz na jakich miejscach)? Sprawdźcie sami!
Spis treści
Ziejące ogniem smoki, wymachujący różdżką młodociani czarodzieje i dźwięk stali wchodzącej w bolesną interakcję z kończyną nieumarłego żołnierza – skojarzenia z konwencją fantastyczną przychodzą na myśl z prędkością światła i to nie tylko dzięki spuściźnie J.R.R. Tolkiena. Z drugiej strony Władca Pierścieni zatrzymał fantasy gdzieś w okresie średniowiecza. I nie chodzi tu o jakieś techniczne zacofanie (bowiem wszyscy pamiętamy bitwę o Helmowy Jar i inne popisy), ale o zamknięcie gatunku w jednej epoce. To najpopularniejsze wyobrażenie o tym gatunku.
Pamiętajcie, że poniższe zestawienie jest w stu procentach nasze. Nie ustanawia na nowo serialowego kanonu, stanowiąc jedynie wypadkową redakcyjnego gustu. Będzie nam niezmiernie miło, jeżeli zdecydujecie się podzielić swoimi topkami. A teraz, bez zbędnego przedłużania, królewska dziesiątka GOL-a!
Aktualizacja sierpień 2022
Ponieważ fantasy znowu jest w natarciu, postanowiliśmy wzbogacić nasze zestawienie o kilka nowych pozycji, w tym Ród smoka. Nowe wpisy dodał Jan Tracz. Zapraszamy do lektury!
Smoczy książę (Dragon Prince)
- Co to: dynamiczna animacja dla dzieci z rozmachem godnym Gry o tron
- Ile sezonów: trzy (następny w produkcji)
- Gdzie obejrzeć: Netflix
Forma animowana od zawsze mogła pozwolić sobie na więcej twórczej fantazji. Każdy jej element sprowadza się bowiem do umiejętności rysowniczych i projektanckich, a nie przeliczania pieniędzy dostępnych na efekty specjalne. Smoczy Książę jest jednym z najpełniejszych przykładów możliwości tego medium.
Wykreowany przez autorów świat niejednokrotnie odnosi się klasyki gatunku fantastycznego, nie zapominając jednak o zachowaniu własnego charakteru. Być może całości daleko do fabularnej innowacyjności, bo główny konflikt rozgrywa się między ludźmi a elfami, ale magiczna otoczka tych wszystkich wydarzeń absolutnie potrafi wciągnąć.
Otoczenie poznajemy stopniowo i nieustannie zaskakuje ono nowościami. Bohaterowie mają do wypełnienia tajemniczą misję, a więc całość zyskuje charakter przygodowy. Dzięki temu każdy odcinek to okazja do pokazania czegoś innego. Charakterystyczne lokacje, przepięknie zaprojektowane stworzenia (zarówno ogromne smoki, jak i przeurocze żyjątka wielkości przeciętnego płaza) oraz energiczne pojedynki błyszczą jeszcze bardziej dzięki żywej oprawie audiowizualnej, przypominającej dynamiką najlepsze platformówki 2D.
Za produkcję serialu odpowiedzialny jest Netflix, a więc po drodze nie unikniemy wielu odniesień do współczesnych problemów (pokazanych z wyczuciem, w końcu to dzieło twórcy Avatara: The Last Airbender). Na pierwszy plan wysuwa się tu konflikt rasowy, ale z biegiem historii animacja stara się wszelkie różnice zacierać. W delikatny sposób poruszane są również wątki homoseksualne. Dość odważna decyzja, zważywszy na fakt, że serial przeznaczony jest już dla dzieci od lat siedmiu. Ale nie sugerujcie się ograniczeniami wiekowymi – niezależnie od nich będziecie się świetnie bawić.
KRONIKI WOJNY NA LODOSS
Smoczy Książę to marka stosunkowo młoda, choć nie ukrywa ona swoich ambicji. Na jej podstawie ma powstać gra multiplayerowa, przynależąca kanonicznie do oryginału. O wiele dłuższą drogę przebyła seria Kroniki wojny na Lodoss. Składają się na nią japońskie powieści, manga, gry wideo, a przede wszystkim trzynastoodcinkowe anime. Jeżeli miałbym zawrzeć w jednym zdaniu esencję tego mikroświata, to odesłałbym Was do klasycznych RPG i niezapomnianego cytatu z Baldur’s Gate: „Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę”.
Mam ogromny problem ze Smoczym księciem od Netflix. Z jednej strony dostarczono nam iście cudowną animację, tryskającą klimatem fantasy na lewo i prawo. Z drugiej zaś strony twórcy ewidentnie nie potrafili zdecydować się, kto jest odbiorcom ich dzieła. Mamy bowiem żarty, które doceni starszy odbiorca i zachowania zupełnie nie pasujące do całej otoczki. Bohaterowie są do bólu karykaturalni i w zasadzie nikt z nich nie zachowuje się poważnie – z jednym wyjątkiem, najmłodszym księciem! Ta wybuchowa mieszanka sprawiła, że tak samo mocno uwielbiam Dragon Prince, jak go nie znoszę.
PefriX
Top 10 seriali fantasy | Netflix HBO Amazon Telewizja