Nie masz czasu? Oto gra na 22 minuty dziennie
Brak czasu, brak premier, brak podzespołów. Sporo rzeczy nam brakuje w tym growym światku, a więc czasem, w celu wypełnienia tejże pustki, należy zdecydować się na podjęcie nietypowych wyborów. Ja wybrałem Outer Wilds i wiecie, co? Niczego nie żałuję.
Żyjemy w ciekawych czasach. Wysokiej klasy nowe podzespoły do komputerów są albo drogie, albo niedostępne. Premiery wielu długo wyczekiwanych gier bywają wielokrotnie przesuwane. Siedzenie w domu stało się nową normą. Wypada więc przestać narzekać na braki i zacząć grać w pozycje z kupki wstydu, które bez problemu działają na starszym sprzęcie. Dzięki Outer Wilds poleciałem do maleńkiego układu planetarnego i przepadłem.
– To ta gra pod tytułem Outer coś tam. Z 2019 roku. Kojarzysz?
– The Outer Worlds?
– Nie, ta druga.
– Outer Wilds?
– Tak!
Tak mogłaby wyglądać krótka rozmowa o rozpoznawaniu gier sprzed niemal trzech lat. Outer Wilds pojawiło się na rynku szybciej, ale noszące podobną nazwę znane RPG studia Obsidian przyćmiło premierę tego uroczego „indyka”. Na szczęście bardzo dobre gry starzeją się powoli, jeśli w ogóle. A Outer Wilds to wręcz nieprzyzwoicie dobra gra.
Początek jednak wcale nie był taki obiecujący. Estetyczna, ale niczego nieurywająca grafika, cały wszechświat do zwiedzania i zero wskazówek, co robić. A ja tak nie lubię. Zbytnia wolność i zbytnia otwartość mi przeszkadza. Nie mam na to ani chęci, ani czasu. Przemogłem się jednak, bo trafiłem na tyle pozytywnych opinii, że przecież coś w tej grze musiało w końcu zadziałać. No i zadziałało. I to jak! Nie dość, że Outer Wilds jest przeurocze, to na dodatek idealnie nadaje się do grania w krótkich dawkach, co docenią rodzice małych dzieci. Ci sami rodzice, którzy będą potem niemal obsesyjnie myśleć o świecie gry tuż przed snem i kalkulować, kiedy uda im się do niego wrócić. Tacy rodzice jak ja.
Outer Wilds to najlepsza istniejąca egranizacja filmu Interstellar. W obu dziełach tak samo wyraźnie można poczuć czającą się w tle wielką tajemnicę wszechświata, którą próbuje odkryć bohater. Główna różnica jest taka, że bohater Outer Wilds jest czterookim, humanoidalnym kosmitą, jego technologia to cudaczne połączenie drewna, gwiezdnej magii i analogowych komputerów, a układ planetarny, który zwiedza, ma średnicę zaledwie około 50 kilometrów. Czyli mało tu Christophera Nolana. Jest wręcz bajkowo, ale to właśnie ta decyzja stoi u podstaw geniuszu owej gry.
Małe planety można przejść dookoła na piechotę w kilka minut, ale ich „małość” jest pozorna. Każde z kilku ciał niebieskich skrywa ogrom tajemnic zarówno na powierzchni, jak pod nią. Ruiny starej cywilizacji i ich cudowna technologia, śmiertelne zagrożenia (jest ich niewiele, ale trzeba uważać) czy niesamowite właściwości naturalne, specyficzne dla każdego takiego globu. Pieczołowicie wykreowany świat, który jest wewnętrznie spójny i potrafi zachwycić na każdym kroku, to wartość nie do przecenienia. Szczególnie gdy idzie to w parze z drugim świetnym założeniem.
Outer Wilds to gra, w której jedna sesja trwa maksymalnie 22 minuty. A dzieje się tak, bowiem nasz bohater uwięziony jest w pętli czasu – od przebudzenia do wybuchu lokalnego słońca mija nieco ponad kwadrans, a każdy reset owocuje przywróceniem wszystkiego do stanu wyjściowego, poza jedną rzeczą – wiedza o tym, co odkryliśmy, zostaje z nami. Dzięki temu poznanie źródła problemu i potencjalna ucieczka stają się możliwe. Te 22 minuty (ale bywa, że mniej, bo trafił mnie meteor, zabiła widmowa materia lub w efekcie źle wymierzonego skok roztrzaskałem hełm i wyssało mi powietrze) to fantastyczna, a do tego odpowiednio mała dawka rozgrywki, którą można wcisnąć do planu dnia, nawet mimo berbecia fruwającego po domu.
Bałem się powtarzalności gameplayu, bo to szybko zabiłoby przyjemność obcowania z Outer Wilds. Na szczęście – po początkowej dezorientacji – wszedłem w rytm. Owszem, pomagałem sobie poradnikiem, ale to żadna ujma. Doświadczanie tego, co przygotowali twórcy, nawet wspomagane, nadal jest bardzo przyjemne i prowadzi do fantastycznego finału. Prawdziwie kosmiczna przygoda o iście kosmicznej jakości. Oczywiście gdyby przyłożyć szkiełko do oka i surowo oceniać każdy element gry z osobna, to byłoby nieźle, ale nie genialnie. Outer Wilds jest jednak wyjątkową produkcją, w przypadku której suma części składowych to coś więcej niż wynik zwykłego dodawania. Nie dziwi mnie fakt, że tytuł ten otrzymał nagrodę BAFTA dla najlepszej gry 2019 roku (pokonał m.in. Control i Disco Elysium).
Jaki z tego wszystkiego płynie wniosek? Nawet jeśli macie sprzęt proszący się o upgrade, nawet jeśli zazwyczaj gracie w tytułu pierwszoligowe, nie narzekajcie. Znajdźcie sobie fajnego „indyka” sprzed kilku lat i dajcie mu szansę. Może zostaniecie tak samo zauroczeni jak ja.