Gotycki horror pełen magii i koszmarów. Clive Barker's Undying pokochali recenzenci, ale gra poniosła finansową porażkę
Potępieńcze wycia potworów, przeklęty ród i nawiedzona posiadłość – oto czym w 2001 roku przestraszyć próbowało nas Electronic Arts. Clive Barker’s Undying do dziś jest idealnym przykładem, jak powinno się budować fabułę oraz klimat w grach.

Pomysł na Clive Barker’s Undying narodził się w studiu DreamWorks Interactive, oddziale kultowej wytwórni filmowej, który za sprawą Stevena Spielberga postanowił stworzyć grę grozy. W toku produkcji dzieło ulegało wielu zmianom, mogąc liczyć na szlify tytułowego mistrza horroru. Finalnie wydana już pod szyldem Electronic Arts gra zauroczyła ekspertów z całego świata, co nie uchroniło jej przed sprzedażową klęską. Po niemal 25 latach to nadal znakomite połączenie FPS-a i przygodowej gry akcji, której atmosfery może pozazdrościć niejeden ze współczesnych hitów.
Ten cykl nie jest częścią naszego działu Premium. Decydując się na zakup abonamentu, możesz jednak pomóc w tworzeniu większej liczby takich tekstów. Dziękujemy.
Kup Abonament Premium Gry-Online.pl
Gotycka historia pełna grozy
Clive Barker's Undying zaczyna się jak klasyczna powieść o nawiedzonym domu. Jako Patrick Galloway – weteran I wojny światowej i znawca okultyzmu – odpowiadamy na zaproszenie dawnego przyjaciela z frontu, trafiając do posiadłości Jeremiaha Covenanta. Okazuje się, że druh stał się ostatnim dziedzicem majątku, po tym, jak życie stracili jego bracia i siostry. Nie przeszkadza im to jednak w dalszym okupowaniu rodzinnych włości, a wszystko przez rytuał przeprowadzony przed laty w ramach dziecięcego żartu.

Fabuła to najlepszy aspekt Clive Barker's Undying – wymaga od nas jednak nieco wysiłku, bo pełnego obrazu nie ukazują rozmowy ani przerywniki filmowe. Poznajemy go dopiero, wertując stare zapiski czy korzystając z magii Patricka. Bohater może bowiem posługiwać się zaklęciem, które odsłania przed nim to, co ukryte – np. krwawe oblicze rodzinnego malowidła lub echa dawnych wydarzeń. Gra podpowiada zresztą, kiedy warto sięgnąć po czar Scrye, szepcząc nam do ucha słowa „spójrz” albo „rozejrzyj się”.
W ten sposób odkrywamy losy rodzeństwa, ich skłonność do agresji, zainteresowanie mrocznymi sztukami i stopniowe popadanie w szaleństwo. Tu docieramy do kolejnego znakomitego elementu Clive Barker's Undying – klimatu.
Igranie ze strachem
Na dworze leje deszcz. Rozlegają się pioruny. Po domu niosą się agonalne wrzaski służby. Serce gracza bije jak oszalałe. Początkowe etapy to żonglerka filmowymi zagrywkami. Mamy tu gasnące nagle światła, istoty widoczne tylko w lustrach czy powiewające na wietrze okienne zasłony kryjące nadchodzące niebezpieczeństwo.
Udźwiękowienie to kolejna rzecz, jaka „robi robotę”. Każdemu wyjściu do menu towarzyszy niepokojący motyw, który ani na moment nie pozwala nam zapomnieć o wszechobecnej grozie. Soundtrack Billa Browna (m.in. Command & Conquer) to coś, co w trakcie zabawy subtelnie „asystuje” dźwiękom otoczenia. Nasze zmysły wyostrzają skrzypnięcia podłogi, obleśne chlupnięcia, gdy wchodzimy w kałużę krwi czy nieustające wycia. Ile razy przez to podskakiwałem ze strachu!

Dzięki takim szczegółom czuć w Clive Barker's Undying mrok charakterystyczny dla E.A. Poego, kosmiczną grozę H.P. Lovecrafta czy wreszcie odrażające koszmary Clive'a Barkera. Ten ostatni nie tylko użyczył grze swojego nazwiska, ale też nadał jej unikatowy sznyt.
Clive Barker z kropką nad i
Reżyser i scenarzysta kultowego horroru Hellraiser z 1987 roku oraz autor zbiorów opowiadań z serii Księga krwi dołączył do zespołu już w czasie produkcji. Studio potrzebowało kogoś, kto wskaże fabularny kierunek oraz zadba o tempo wydarzeń. Co ciekawe, rozważano skorzystanie z pomocy innego guru horroru, czyli Stephena Kinga. Brady Bell, jeden z producentów tytułu, przyznał, że padło na Clive'a Barkera, bo jego historie były bardziej osadzone w fantastyce.
Angielski artysta odrzucił pierwotny pomysł na protagonistę, którym miał być hrabia Magnus Wolfram – łysy ekscentryk z tatuażami na całym ciele. Zdaniem autora nie wyglądał on jak ktoś, z kim mógłby identyfikować się gracz. Barker chciał postaci o ludzkich cechach, kogoś „bajecznie seksownego”. Tym samym zamienił generycznego twardziela na charyzmatycznego Irlandczyka, w którego skórze łatwo było zaangażować się w historię.

Pisarz miał swój udział przy tworzeniu groteskowych przeciwników, pilnował nietypowej logiki gry (zwłaszcza etapów toczących się w innych wymiarach) i dbał o to, by rodzina Covenantów wzbudzała nie tylko strach czy odrazę, ale i współczucie. Barker zapewnił produkcji unikalny charakter, dając graczom coś więcej, niż przepełniony akcją shooter.
Pistoletem i magią
Clive Barker's Undying nie jest klasyczną strzelanką, bo w produkcji nie brakuje scen typowych dla survival horrorów oraz przygodowych gier akcji. Walka jest jednym z głównych aspektów zabawy, ale istotną funkcję pełnią też eksploracja i rozwiązywanie zagadek.
W boju Patrick w lewej dłoni dzierży broń (nietypowo, prawda?), druga natomiast służy mu do rzucania czarów. Naszym początkowym arsenałem jest rewolwer, z czasem dołącza do niego strzelba, przedwieczna kosa o złowrogiej mocy czy... tybetańskie działo bojowe. To ostatnie przypomina żywą głowę smoka i nie dość, że zadaje przyzwoite obrażenia, to jeszcze spowalnia wrogów. Do tego dochodzą m.in. dynamit, różne rodzaje amunicji oraz aż 8 zaklęć poznawanych w toku wydarzeń.

Magia w Clive Barker's Undying ma wiele zastosowań. Czar Invoke służy do unicestwiania nieumarłych, ale użyty na żywych wrogach, skłoni ich do popełnienia samobójstwa. Z kolei Dispel rozproszy działanie wrogich uroków, a także błyskawicznie wyeliminuje z walki zaklęte istoty. To właśnie magia sprawia, że pod koniec gry Patrick zamienia się w mitycznego łowcę czarownic uzbrojonego w kosę i czar przyspieszenia. W tym aspekcie nietrudno doszukać się podobieństw do BioShocka, w którym również korzystamy z broni w parze ze specjalnymi mocami.
Sieczki nie ułatwiają nam wrogowie, którzy potrafią niesamowicie napsuć krwi. Bestie zwane wyjcami (howlers) umierają od jednego strzału, lecz trudno je trafić ze względu na nieprzewidywalne ruchy. Szkielety z kolei nie przestają walczyć nawet po rozczłonkowaniu, co przy pierwszym spotkaniu jest sporym zaskoczeniem. Otoczenie przez wrogów zwykle oznacza dla nas koniec, szczególnie że każde uderzenie szarpie ekranem, utrudniając sterowanie. Wyobraźcie więc sobie, jak potrafi podskoczyć adrenalina, gdy rozrywani szponami, wykonujemy paniczne ataki na ślepo. Warto jednak niekiedy dać się zabić, by zobaczyć efektowne finishery, jakich nie powstydziłyby się starsze odsłony Mortal Kombat.

Na uwagę zasługują lokacje. Posiadłość Covenantów na długo zostaje w pamięci – nieważne czy akurat podziwiamy katakumby, czy uciekamy zamglonym podwórzem. Odwiedzamy też odmienne rzeczywistości pokroju Oneiros (zawieszone w otchłani ruiny miasta) lub starożytne opactwo (jego obecną wersję, jak i tę z przeszłości). Najgorzej prezentują się otwarte przestrzenie, zbyt płaskie i nudne, by było na czym zawiesić oko. To jednak mały szkopuł, dlatego nie dziwię się, że produkcja otrzymała znakomite recenzje.
Odbiór gry i sprzedaż
W rodzimej prasie posypały się „dziewiątki”, a eksperci wróżyli Undying świetlaną przyszłość. Chwalono grafikę i klimat, rozpisywano się nad wkładem Clive'a Barkera. Niestety, produkcja nie otrzymała dostatecznej promocji, co przyczyniło się do finansowej klapy.

Tym samym tytuł nie doczekał się zapowiadanego trybu wieloosobowego, którego brak wymieniany był pośród nielicznych wad. Anulowana została wersja na konsolę PS2 oraz druga część. Wielka szkoda, bo do kontynuacji palił się sam Clive Barker, a i zakończenie gry miało otwartą strukturę.
Parafrazując bohatera Casablanki: „zawsze będziemy mieli Clive Barker’s Undying”. W dobie nowoczesnych pozycji grozy utrzymanych w tonie „retro” warto odpalić dzieło DreamWorks Interactive. Zwłaszcza jeśli potraficie przymknąć oko na płaską grafikę, delektując się udźwiękowieniem, fabułą oraz klimatem. Ja wciąż zachwycam się sugestywną siłą, jaką uderzają one w odbiorcę.
Jak dziś zagrać w Clive Barker's Undying?
Tytuł nie jest białym krukiem – używane egzemplarze są dostępne w serwisach aukcyjnych, choć ich cena nie należy do najniższych. Na rodzimym „podwórku” różne edycje gry kosztują od 200 zł do nawet powyżej 1000 zł. Klasycznie znacznie niższe ceny spotkamy w ofertach zagranicznych.
Jeśli jednak nie potrzebujecie wydania fizycznego, możecie sięgnąć po edycję dostępną na GOG.com, która jest dostosowana do współczesnych systemów operacyjnych (kosztuje 23,76 zł). Ja tak zrobiłem i choć natrafiłem na pewne problemy z dźwiękiem, nie było to nic, z czym nie poradziłby sobie człowiek z dostępem do sieci.

Po latach Clive Barker's Undying nadal cieszy się uznaniem fanów. Produkcja wciąż usprawniana jest za pomocą modów, dzięki czemu możemy ograć autorską kampanię (prequel oryginału), podbić rozdzielczość czy poprawić jakość tekstur. Odnośniki do najciekawszych z projektów znajdziecie w profilu gry w naszej Encyklopedii. Sprawdzałem, warto.

Retro Gaming
Cykl Retro Gaming rozwijamy od października 2023 roku. Polecamy teksty wchodzące w jego skład. Poniżej linkujemy do pięciu poprzednich odcinków:
- Wampirzyca kontra naziści. Krwawa jatka w BloodRayne do dzisiaj jest wspominana z nostalgią
- Budzący grozę tutorial i znakomity model jazdy. Driver oferował trójwymiarowy, otwarty świat z samochodami przed GTA
- Otwarty świat, który przytłaczał rozmiarami. True Crime: Streets of L.A. dało początek krótkiej serii w stylu GTA
- Między pionierskimi RTS-ami polskie studio stworzyło grę o pilotowaniu AH-64 Apache. Heli Heroes to pamiątka z czasów, gdy nasz rynek dopiero rósł w siłę
- Polski Splinter Cell. Gorky Zero był tanią i zaskakująco dobrą produkcją znad Wisły
Część odnośników na tej stronie to linki afiliacyjne. Klikając w nie zostaniesz przeniesiony do serwisu partnera, a my możemy otrzymać prowizję od dokonanych przez Ciebie zakupów. Nie ponosisz żadnych dodatkowych kosztów, a jednocześnie wspierasz pracę naszej redakcji. Dziękujemy!