W Kalifornii od 125 lat świeci się ta sama żarówka. Przetrwała trzy monitorujące ją kamery i udowadnia, że długowieczność sprzętu jest możliwa, choć odbywa się to pewnym kosztem.
Współcześnie przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że urządzenia psują się niemal od razu po wygaśnięciu gwarancji. Nowe przepisy unijne mają skłonić producentów do zmiany podejścia, ale już ponad 100 lat temu zwracano uwagę na trwałość sprzętu. Dowodem na to jest tak zwana Żarówka Stulecia, która świeci niemal nieprzerwanie od 125 lat, a obecnie znajduje się w remizie strażackiej nr 6 w Livermore w stanie Kalifornia.
6 czerwca tego roku swoje 125-lecie obchodziła niezwykła żarówka. Świeci niemal nieprzerwanie od 1901 roku i zdaje się udowadniać, że produkcja trwałego sprzętu jest możliwa, a producenci celowo konstruują nowoczesne urządzenia w taki sposób, żeby zepsuły się w wyliczonym przez nich czasie. Z takimi procederami walczy Unia Europejska, a za nietypowym sukcesem Żarówki Stulecia stoi jej konstrukcja.
Obecnie powszechne są żarówki LED, a wcześniej dominowały modele z żarnikiem wolframowym. Producent żarówki w remizie strażackiej postawił jednak na coś zupełnie innego: żarnik węglowy, który jest znacznie grubszy od wolframowego odpowiednika. Żarnik węglowy pracuje w niższej temperaturze, wynoszącej około 1450 kelwinów, podczas gdy standardowe żarówki osiągają około 2 600 kelwinów. Sprawia to, że utrata materiału przebiega znacznie wolniej.
Współcześnie jednak nie można powiedzieć, że Żarówka Stulecia zapewnia wystarczające oświetlenie do pracy. Zużywa około 4 watów energii (początkowo dysponowała mocą 60 W) i emituje strumień świetlny o wartości zaledwie 0,17 lumena, gdy współczesne żarówki LED, będące odpowiednikami tradycyjnych modeli 60-watowych, osiągają około 800 lumenów. Mamy więc do czynienia z długowiecznością, ale pełni przede wszystkim funkcję ciekawostki, a nie użytecznego źródła oświetlenia.
Mimo wszystko Żarówka Stulecia trafiła do Księgi Rekordów Guinnessa i przetrwała już trzy kamery internetowe, które na przestrzeni lat nagrywały na żywo emitowane przez nią światło.

Autor: Zbigniew Woźnicki
Przygodę z publicystyką i pisaniem zaczął w serwisie Allegro, gdzie publikował newsy związane z grami, technologią oraz mediami społecznościowymi. Wkrótce zawitał na GRYOnline.pl i Filmomaniaka, pisząc o nowościach związanych z branżą filmową. Mimo związku z serialami, jego serce należy do gier wszelakiego typu. Żaden gatunek mu nie straszny, a przygoda z Tibią nauczyła go, że niebo i muzyka w grach są całkowicie zbędne. Przed laty dzielił się swoimi doświadczeniami, moderując forum mmorpg.org.pl. Uwielbia ponarzekać, ale oczywiście konstruktywnie i z umiarem. Na forum pisze pod ksywką Canaton.