już niecałe 2 dni dzielą nas od premiery, zakupione i czeka grzecznie na epicu :)
Wszystko wskazuje na to, ze to gra roku
Oprawa obledna, a wymagania bez rt i z DLSS naprawdę nie są jakies duże (gra wyglada swietnie na kazdych ustawieniach)
Sama struktura gry tez mega super, bo nie jest to kolejna glupia gra akcji, gdzie tylko idziesz przed siebie i zalatwiasz po kolei wszystkich
Dla mnie jako fana gry Alan Wake jej kontynuacja to scam oparty na popularności pierwszej odsłony. W drugiej części Mało jest samego Alana a grasz silną kobietą. Lekko ironicznie moim subiektywnym zdaniem ta gra powinna się nazywać Alen Woke.
Na samym wstępie gra powinna dostać bana i zakaz sprzedaży przez przemycanie FEMINIZMU.
Od początku historii gra dwójka bohaterow...co ciekawe zaczynamy murzynka brak możliwości wyboru... z gościem podobnym do max payne'a...
Grę odpuściłem po około 2 h po tym jak mężczyzna został przedstawiony jako ciamajda /lebiega która zgubiła się w lesie informując swoja partnerkę o tym przez krótkofalówkę... a w tym samym czasie my jako bohaterka napierdalamy jakiegos przerosnietego okultystę...
Grałem 13 lat temu i Alan Wake był hujowa gra i dalej nic się nie zmieniło
Zakończenie ewidentnie Remedy położyło po całości.
Jeszcze rozumiem 'jedynkę', gdzie (o ile pamiętam bo grałem bardzo dawno) jako tako główna fabuła się zamykała i zostawiała tylko to klasyczne Kingowskie niedopowiedzenie.
Tutaj natomiast nawet ciężko mówić o jakimkolwiek zakończeniu, gra wygląda jakby brakło tu jakiegoś epilogu, a scenie po napisach brakuje już w sumie tylko dopisku ' To be continued...". Co więcej, dodatki chyba nie zamkną tych wątków, bo ich nazwy sugerują raczej poboczne historie ('Night Springs' i 'Lake House'). Więc wydaje się, że Remedy zostawia tu wyważone drzwi na Wake'a 3, bo raczej za dużo niewyjaśnionych wątków jest zbyt 'Alanowe' na Control 2.
Odnośnie tych niewyjaśnionych rzeczy:
spoiler start
- Kim jest Door (nie przepadam za Harewoodem, ale tu wyjątkowo dobra rola)? Sam zdradza swoje powiązanie z Sagą. To raczej na pewno nie David, więc jest to najprawdopodobniej jej ojciec. Tylko oczywiście jakiegokolwiek wyjaśnienia w jaki sposób może się tam tak swobodnie poruszać i znikać, albo czym w ogóle jest brak.
- Kim jest Zane? Wygląda jak Wake, Ahti w kółko nazywa Alana Tomem. Istniał w realnym świecie raczej na pewno, ale kim/czym jest? Czy to prostu Alan z jakiegoś punktu w pętli? Chyba raczej nie było to wyjaśnione w jedynce.
- Los biednego Tima (strasznie niewykorzystany Ashmore). Saga się (chyba) wydostała, a co z nim? Może dostaniemy jakieś odpowiedzi w 'Night Springs'? W końcu Timmy w kółko nuci ten motyw przewodni.
- Końcówka w całości w formie filmiku live action to też raczej żałosne zakończenie (nawet pomimo ogólnie wysokiej jakości tych filmów). W dodatku nie mamy żadnego potwierdzenia definitywnego pokonania Zgrzyta/Ducha Mroku
- Ten przesyt easter eggami też był raczej bolesny. Książka Darlinga, Ahti, odniesienia do wydarzeń i terminy z 'Control', błyśniecie Jesse na ekranie - tyle pytań, zero odpowiedzi. Jeśli ktoś nie grał w Control to nawet nie dostanie za bardzo odpowiedzi czym właściwie jest FBC.
- Kult zabijał niby tylko Opętanych. A jednak Nightingale w prologu wydawał się względnie normalny. Zabili go zapobiegawczo po wyjściu z jeziora, czy po prostu 'perspektywa gracza' w tym wstępie kłamała na temat stanu detektywa?
- W ogóle ten plot twist, że kult jest 'dobry'. Ilu jego członków Casey i Alan wyrżnęli podczas tego oblężenia ;)? I w ogóle byli oni wtedy opętani czy po prostu zafiksowani na punkcie pozbycia się Alana?
- O Torze i Odynie to już chyba w finale zapomnieli całkowicie. Chyba, że ten 'musical' to byli rzeczywiście oni w jakimś punkcie pętli. Tylko, w takim wypadku, Casey też musiałby zostać/wrócić do Mrocznego Miejsca, żeby to odegrać. Znowu, zero odpowiedzi.
spoiler stop
Nie wiem czy zatrudnili jakąś woke "scenarzystu" do korekty skryptu (który ogólnie jest bardzo dobry), bo wygląda to jakby ktoś zauważył, że za mało tu woke wstawek i koniecznie musiał musiał doprawić gotowy już scenariusz takimi nachalnymi odrzutami bez żadnego znaczenia fabularnego. Nie ma tego aż tak dużo, ale za każdym razem jak ta dobra fabuła była przerywana takimi cringowymi wtrętami, czułem jakbym dostał mokrą ścierką w ryj.
- Postacie Eda i Tammy. Sam ich wygląd to jedne wielkie XD, a dialogi typu "chciałem zrobić przedstawienie z wyłącznie czarną obsadą" to już szkoda gadać. Fabularnie też są kompletnie zbędni (w porównaniu do np. Mulligana i Thorntona, czy Ilmo i Jaako)
- "Rasistowskie" dialogi pewnej pary (żeby nie spoilerować). Może miałoby to sens, gdyby Bright Falls było rzeczywiście przedstawione jako takie typowe zadupiowe małe amerykańskie miasteczko z w 90% białą populacją, ale tu co drugi random NPC jest czarnoskóry :P
- Estevez musiała koniecznie rzucić i zaakcentować "my ex W I F E" żeby podkreślić przynależność do prześladowanej mniejszości seksualnej. Co z tego, że np. Casey ciagle mówi "my exes" jakoś nie podkreślając swojej heteroseksualności.
- Czarę goryczy przelała dla mnie końcówka i nasza nygerowa ms detective Sraka Anderson (btw, wybitnie słaba postać względem np. Alana, a nawet zdecydowana większość drugoplanowców jest o wiele sympatyczniejsza, np. Ilmo, Casey, Rose, Odyn, Tor, Breaker, Pat czy Norman) nazywająca Scratcha "another white asshole", mając białego kumpla-partnera oraz przodków. Jakby podkreślenie jego koloru skóry miało jeszcze pomnożyć jest występki.
Chyba powinno bardziej "another racist black bitch".