Samuel L. Jackson o toksycznych fanach Marvela. „Incele, którzy nienawidzą silnych kobiet”
Tymczasem Gwen Stacy ze Spider-Verse, którą uwielbiają wszyscy od prawa do lewa. Zamiast wyzywać ludzi od inceli wystarczy... dobrze napisać postać.
Jak na incela to jakoś małżonkę znalazłem...
Po prostu te postacie są zwyczajnie nieciekawe i napisane/zagrane w ten sposób, że ciężko je polubić. Oliwy do ognia dokładają właśnie takimi antagonistycznymi wypowiedziami w wywiadach.
Ciężko lubić postać zagraną, przez kogoś kto zachowuje się za przeproszeniem jak dupek.
Naprawdę? Przecież to nie chodzi o nienawidzenie silnych kobiet. kapitan Marvel jest beznadziejnie napisana postacią i tyle. Wanda czy Natasha ktore sa rowniez silnymi kobiecymi postaciami uwielbiam na przykład :)
Czemu amerykanie wszystko sprowadzają albo do rasizmu, albo seksizmu.
Jak by nie widzieli innych powodów.
Jak na incela to jakoś małżonkę znalazłem...
Po prostu te postacie są zwyczajnie nieciekawe i napisane/zagrane w ten sposób, że ciężko je polubić. Oliwy do ognia dokładają właśnie takimi antagonistycznymi wypowiedziami w wywiadach.
Ciężko lubić postać zagraną, przez kogoś kto zachowuje się za przeproszeniem jak dupek.
Bardzo amerykański sposób myślenia. Jest sporo kobiecych bohaterek. Kapitan Marvel zwyczajnie wielu nie podeszła i tyle. A że jest jedną z tych atencyjnych feministek to wybuchła afera. Osobiście nie mam nic przeciwko niej - jej postać jest tak przepakowana że aż trudno ją wykorzystywać jak normalnych bohaterów. Z MCU chyba najmniej lubię Shuri (nową Panterę). Całkiem sympatyczna była serialowa Ms. Marvel więc w sumie fajnie że wróci.
Ja najbardziej lubię atencyjne feministki
Tymczasem Gwen Stacy ze Spider-Verse, którą uwielbiają wszyscy od prawa do lewa. Zamiast wyzywać ludzi od inceli wystarczy... dobrze napisać postać.
Dobrze napisać postać? Dobrze napisać postać?! Jesteś toksycznym fanem, który ma nierealne wymagania. ;)
Naprawdę? Przecież to nie chodzi o nienawidzenie silnych kobiet. kapitan Marvel jest beznadziejnie napisana postacią i tyle. Wanda czy Natasha ktore sa rowniez silnymi kobiecymi postaciami uwielbiam na przykład :)
Chłop na starość zgłupiał, mózg mu zgnił.
Jak kiedyś fajnie się go oglądało i grał w dobrych produkcjach tak teraz... No i zakuł się w kajdany Marvel i klepie dziobem to co ich PR wystuka.
Biedny Marvel ma tak mało kasy że intro/czołówka jest zrobiona przez AI..
A polski oddział to już w ogóle banda głąbów, do serialu który jest w poważniejszym tonie i o tematyce polityczno-szpiegowskiej dali dubbing.
A potem płacz że suby na D+ lecą w dół.
"Bo to standardowa odpowiedź jaką widzę u niektórych użytkowników i Youtuberów o prawych poglądach [...] zawsze wymienia Sarę Connor i Ripley i nikogo więcej."
Ja tam często widuję takie przykłady jak Black Widow, Wonder Woman, Gwen ze Spiderman Universe, Ashokę, Scarlet Witch, Marion Ravenwood, księżniczkę Leię, Gamorę i parę innych.
Sara i Ellen mogą być najczęściej wymieniane, zwykle zresztą razem z The Bride z Kill Billa, co nie znaczy, że nie ma innych bohaterek pierwszo i drugoplanowych, które ludzie lubią.
Osobiście dodałbym jeszcze Samanthę Caine z Długiego Pocałunku na Dobranoc, Zoe z Uciekaj albo Walcz i może Lorraine Broughton z Atomic Blonde.
Ludzie lubią dobrze napisane postaci silnych kobiet, takie jak Ellen Ripley czy Sarah Connor z dwóch pierwszych Terminatorów, nie lubią za to takich płytkich jak kałuża, pozbawionych jakichkolwiek wad i antypatycznych "silnych niezależnych kobiet" pokroju Kapitan Marvel.
No ale łatwiej na krytykę odpowiedzieć wyzwiskami od inceli. :)
A ktoś poza tymi dwiema paniami z lat 80-90tych? Bo dwie na 100 lat kina to trochę słabo.
W samym MCU jest Czarna Wdowa, Scarlett Witch (poza Strange'm gdzie ją zepsuli), Gamora, Nebula, matka Czarnej Pantery, wojowniczki z Czarnej Pantery (ta gwardia), Maria Hill, ciotka May w wersji Tomei, od biedy Melina Vostokoff, choć film Czarna Wdowa był kiepski. Spoza MCU dochodzi Gwen Stacy z animacji i jako trzecioplanową dorzuciłbym matkę Moralesa. To tak na szybko.
W porównaniu z dobrze napisanymi facetami to niezbyt dużo, ale to tylko Marvel, nawet nie całe kino superbohaterskie i na pewno nie cała kinematografia.
Jak wychodziła Kaitan Marvel w tym samy czasie wyszła Wonder Woman, tą druga kreacje fani pokochali. A z MCU dobrymi przykładami są Wanda czy Black Widow.
Wonder Woman... Niby o gustach się nie dyskutuje, może to silna kobieta, ale w życiu nie pomyślałbym, że dobrze napisana. Nigdy więcej, mam wrażenie że całość leciała na urodzie Gal Gadot.
Bo to standardowa odpowiedź jaką widzę u niektórych użytkowników i Youtuberów o prawych poglądach, na zarzut że nie nie jest seksistą i ma kobiety w kinie które lubi, po czym zawsze wymienia Sarę Connor i Ripley i nikogo więcej, to już było mówione tyle razy że wręcz ociera się o mem.
Jak kilka miesięcy temu uzyskałem dostęp do Disney+, zacząłem nadrabiać wszystkie przegapione wcześniej MCU, czyli w zasadzie od Czarnej Pantery do czasów współczesnych. Gdy przyszedł czas na Kapitan Marvel, to spodziewałem się najgorszego, głównie dlatego, że miałem w pamięci srogie cięgi, jakie film zebrał swego czasu u recenzentów i widzów. O dziwo jednak, bawiłem się naprawdę dobrze, i z całego tego ciągu filmów superbohaterskich, które pochłonąłem w relatywnie krótkim czasie, Kapitan Marvel zapadła mi w pamięć jako jedna z lepszych i przyjemniejszych produkcji. Nie jest to oczywiście kino wybitne i na pewno nie lepsze od serii Avengers, ale ma swój urok, a nawet pewną świeżość na tle reszty. Spodobało się między innymi to, że nie mamy tu typowego origin story, ścieżki od zera do bohatera, walki z własnymi słabościami, odkrywania wewnętrznej siły i wiary w siebie, zwyciężania mocą przyjaźni i miłości itd. Zamiast tego mamy po prostu babkę, która z uwagi na swoje nietypowe moce, od samego początku jest mega koksem, który rozjeżdża wrogów jak walec (to obecnie jedna z najsilniejszych postaci MCU), ale też udaje jej się nie wpaść w archetyp Mary Sue, która zawsze ma z górki. No i chemia Brie Larson z SLJ też była całkiem spoko.
Im niższe oczekiwania tym..
bardziej się zaskoczysz że to tylko i aż błoto zamiast guana :)
Co do origin story przecież na tym się opiera z 90% filmów i gier
Jeśli porównasz Cpt Marvel do Kapitana Ameryki to zauważysz sporo podobieństw, wręcz kalki, które zostały źle zrealizowane.
Byłem na Cpt Marvel w kinie, było dość dobre, taki średniak. Larson nie była aż taka zła, Jackson był ok - ale to też nic godnego większej uwagi. Trochę zmarnowany potencjał.
Brie może i gada glupoty, jak wszyscy w Holyłud co maja ten sam post code i żyją w swojej zrytej bańce informacyjnej. Ale ona to mały pikuś, tak jej napisali tę postać. Phoebe Waller Bridge - to jest dopiero odklejona woke aktywistka, do tego ego jak z tąd do nieskończoności. A aktorka z niej jeszcze marniejsza, więc jest dla Brie nadzieja, że ja w swoim spierdzieleniu zepchnie że świecznika :p
Czemu amerykanie wszystko sprowadzają albo do rasizmu, albo seksizmu.
Jak by nie widzieli innych powodów.
Bo USA rasizmem i seksizmem stoi.
Oni nawet jak chcą walczyć z rasizmem to wpadli na pomysł by robić to za pomocą segregacji rasowej (bo tym są parytety). Oglądałem serię wywiadów z czarnymi amerykanami co się przeprowadzili do Niemiec są w szoku jaka to dla nich różnica w jakości życia. Pomimo braku tej woke agendy tak silnie obecnej jednak poziom rasizmu w Europie jest wielokrotnie niższy. A może właśnie częściowo dzięki temu.
Jedyna opcja by uniknąć pułapki rasizmu i seksizmu to przestać oceniać ludzi przez pryzmat płci i koloru skóry. W jakikolwiek sposób. Ten tzw. rasizm pozytywny też doprowadzi do tego zwykłego bo utrwala podziały.
Postacie marvela są fajne. Kobiety też. Z wyjątkiem kapitan marvel która na razie jest po prostu tandetna i słabo zagrana. Żadne naciąganie na politykę i próbowanie wymuszenia wyrzutów sumienia nie zmienią faktu, że słabo gra. Czy to wina aktorki czy scenariusza, czy reżysera - ciężko powiedzieć. Ale patrzenie na nią to po prostu cringe.
Napiszę to już któryś raz, jak ja nie mogę patrzeć na te gwiazdy które kiedyś grały w normalnych filmach, a zeszmacili się grają w takich śmieciowych produkcjach.
A dlaczego zmieniła się data publikacji? Weszło wczoraj, a ma datę sprzed godziny. W treści nie widzę żadnej aktualizacji.
Zawsze mnie śmieszy, jak ktoś wyzywa swoich fanów. Szczególnie jeśli wyzywa ich w ten sposób, mówi to wiele o jego poziomie i braku innych argumentów.
Bawi mnie to szczególnie w kontekście tego, że wymaga się od fanów przygłupawych amerykańskich filmów, by Ci wykazali się zrozumieniem, że tego do czego przyzwyczaili ich twórcy, już nigdy nie będzie. I że chcąc oglądać dalej głupawe filmy bohaterskie, ze swojego ulubionego uniwersum, trafiają na rzeczy, które im się nie podobają. Może niektórym się wydawać, że uniwersum to wszystko, a mi się wydaje, że ta część osób widziała coś innego w tych filmach, czego teraz nie dostaje...
Aż miło pooglądać takie wojenki gdzieś z boku, gdy one Cie zupełnie nie obchodzą, bo nie jesteś po żadnej ze stron i nic poza oglądaniem obrzucania się fekaliami Cie nie interesuje... No może skala głupoty, która nastąpiła po obu stronach barykady. Bo w zasadzie ten konflikt został wykreowany, by walczyć z jakimiś wymyślonymi problemami. Tak jest zawsze łatwiej rządzić głupimi ludźmi. Tak jak u nas z ideologią Gender. Przeciwnicy mówią, że to straszna ideologia, tu zaskakująco nie ma grupy zwolenników, bo to chyba żadna ideologia.
no tak bo jak tylko postac jest nieciekawa, zle napisane i zle zagrana to od razu wiadomo, ze to wsio przez inceli.
Jeżeli wg. Samuela siła = głupota, toksyczność, fałsz, marysuizm, parytety i nachalna inkluzywność, to co tu lubić i czemu przyklaskiwać?
To częsty problem filmowych i growych postaci kobiecych.
Ech, Samuelu, Samuelu... wiadomo, że wyzywanie swojego targetu i oskarżanie o bycie tymi złymi to zawsze dobry pomysł, który tak wspaniale się sprawdza. Zwłaszcza tuż przed premierą swojego nowego serialu, którego pierwsze recenzje są mniej, niż zachęcające. Na pewno ci teraz słupki oglądalności skoczą. Good job!