Lauren Hissrich wypowiedziała się na temat kobiet w Wiedźminie
Wchodząc w projekt jako kobieta, która opowiada historię
A może "wejdź w projekt" po prostu opowiadając historię? Podobno płeć nie ma znaczenia, podobno kobiety nie wybijają się w (pop)kulturze tylko dlatego, że faceci ich nie chcą dopuścić do głosu... A jednocześnie cały czas podkreślają, że robią coś "jako kobiety", że film jest "kobiecą perspektywą" albo, że dany temat "musi zostać podjęty przez kobietę"...
To jak to w końcu jest? Płeć nie ma wpływu na talent i sztukę czy jednak istnieje "kobieca perspektywa", przynależna tylko jednej płci?
Osobiście nie mam problemu z tym jaka jest płeć autora. Ba. Od dzieciaka nie przyszłoby mi do głowy żeby odrzucić jakąś książkę bo napisała ją kobieta. Zaczytywałem się w Zofii Kossak, czytałem Ursulę K. Le Guin i Cherezińską (tą średnio lubię, ale to z innych powodów). I można oczywiście zaobserwować pewną odmienność w stosunku do "literatury męskiej", ale przecież literatura sama w sobie jest tak zróżnicowana, że ten podział nie ma wielkiego znaczenia. A. Christie różni się od Conana Doyle'a mniej niż ten od, dajmy na to, Hemingwaya. Le Guin ma więcej wspólnego z Tolkienem niż Tolkien z Josephem Conradem.
Kobiety są w stanie budować niesamowicie autentyczne postaci męskie (wspomniana Kossak) i vice versa. Oglądałem ostatnio (ponownie) kilka odcinków Downton Abbey i mogę z czystym sercem stwierdzić, że wszystkie żeńskie postaci wykreowane przez Juliana Fellowesa wciągają nosem te kartonowe postaci z Wiedźmina. Oczywiście można narzekać na seriale obyczajowe, że "nic się nie dzieje" i "nie ma akcji", ale poziom zniuansowania postaci, oddawania realistycznych emocji jest o kilka stopni wyżej niż w takim Wiedźminie.
Niestety ogromna część obecnych twórców "dzieł masowych" jest tak zafiksowana na punkcie płci (oraz innych "tożsamości"), że wszystko postrzega przez ten właśnie pryzmat. A skutkek tego jest taki, że nie dostajemy uniwersalnych i ciekawych postaci, tylko sztucznie wygenerowane ikony, których głównym celem jest reprezentowanie poglądów autora. Nigdy nie miałem problemu z tym aby utożsamiać się z postacią, która jest czarna, żółta czy jeszcze jaka. Nie miałem problemu by wcielać się w grach w postaci żeńskie (Tomb Raider, Hellblade). Jedyny wymóg jest taki, że muszą to być postaci ciekawie napisane i wiarygodne.
A wracając stricte do Wiedźfliksa, problem z bohaterkami w serialu nie polega nawet na tym, że są w centrum uwagi a na tym, że stały się po prostu nudne. Sapkowski dostarczył świetne postaci drugoplanowe, ale no właśnie, są one pomyślane jako drugoplanowe, więc rozciągnięcie ich wątków do poziomu pierwszego planu sprawiło, że zdają się być jak "masło rozsmarowane na zbyt wielu kromkach". Najlepiej to widać po Yennefer, która z tajemniczej, epizodycznej postaci w opowiadaniach, stała główną bohaterką i dostała czasu ekranowego prawie tyle co Geralt. Tylko, że co z tego skoro przez większość czasu widzimy te same motywy, które zostały rozciągnięte do niewiadomych rozmiarów... Niestety p. Hissrisch chyba zdawała sobie sprawę, że czegoś tu brakuje, więc postanowiła przetransferować na nią wątki innych postaci (co zresztą było już tu w komentarzach wspominane). Jak na razie zdołała "ukraść" wątek Vilgefortzowi, Philippie, Triss i Ciri, ciekawe kto będzie kolejny... Ostatecznie jedynym skutkiem "zmiany perspektywy" showrunnerki okazało się być pozbawienie jakiegokolwiek znaczenia wszystkich czarodziejów oraz uczynienie z Yen potworka na wzór tego od Frankensteina...
Netflix to właśnie ludzie tacy jak Lauren dlatego ten serial jest takim gniotem.
Bawi też Bagiński, który ciągle podczas wywiadów wyśmiewa polski serial a sam przecież pracuje przy paździerzu od netflixa :)
twórcy sami przyznali iż uważają swoją widownie za półgłówków wychowanych na tiktou i dlatego postanowili pozbawić serial logiki i postawić na emocje xD Prawdziwi tytani intelektu.
To dlatego z Yennefer i Triss zrobiła słabe czarodziejki. A były takie sile i pewne siebie.
Chciałam wziąć te kobiety i upewnić się, że pozostaną w centrum naszej historii obok Geralta.
Jak na razie jest zupełnie odwrotnie
Czy ja wiem, filary... Ciekawi mnie ile stron w książkach poświęcono wątkom Geralta, a ile kobiecym postaciom ogółem. Czytałem, ale nie liczyłem
Chciałam wziąć te kobiety i upewnić się, że pozostaną w centrum naszej historii obok Geralta.
Jak na razie jest zupełnie odwrotnie
Główną postacią Sagi nie jest przecież Geralt tylko Ciri.
Wokół Geralta kręcą się tylko opowiadania (i to nie wszystkie).
Tylko że ostatecznie było widać że to są wątki poboczne. Jednak geralt skradał całe show(ciri mnie irytowała) yen przez większość czasu ozdabia kominek, a triss tupta za rozkazami loży. Fringilla i Francesca to już w ogóle były całkiem na uboczu. Właściwie gdyby je wyciąć nie stracilibyśmy aż tak wiele. W serialu mają poświęcone sobie całe obszerne wątki które są durne jak cie mogę.
Takie tylko spostrzeżenie bez złośliwości - Jak już autor chce wyrazić swoją opinię to niech to robi tak jak Hubert, czyli w rameczce gdzieś na samym dole. Bądź co bądź to jest news a nie felietonik czy coś w tym stylu :)
Wchodząc w projekt jako kobieta, która opowiada historię
A może "wejdź w projekt" po prostu opowiadając historię? Podobno płeć nie ma znaczenia, podobno kobiety nie wybijają się w (pop)kulturze tylko dlatego, że faceci ich nie chcą dopuścić do głosu... A jednocześnie cały czas podkreślają, że robią coś "jako kobiety", że film jest "kobiecą perspektywą" albo, że dany temat "musi zostać podjęty przez kobietę"...
To jak to w końcu jest? Płeć nie ma wpływu na talent i sztukę czy jednak istnieje "kobieca perspektywa", przynależna tylko jednej płci?
Osobiście nie mam problemu z tym jaka jest płeć autora. Ba. Od dzieciaka nie przyszłoby mi do głowy żeby odrzucić jakąś książkę bo napisała ją kobieta. Zaczytywałem się w Zofii Kossak, czytałem Ursulę K. Le Guin i Cherezińską (tą średnio lubię, ale to z innych powodów). I można oczywiście zaobserwować pewną odmienność w stosunku do "literatury męskiej", ale przecież literatura sama w sobie jest tak zróżnicowana, że ten podział nie ma wielkiego znaczenia. A. Christie różni się od Conana Doyle'a mniej niż ten od, dajmy na to, Hemingwaya. Le Guin ma więcej wspólnego z Tolkienem niż Tolkien z Josephem Conradem.
Kobiety są w stanie budować niesamowicie autentyczne postaci męskie (wspomniana Kossak) i vice versa. Oglądałem ostatnio (ponownie) kilka odcinków Downton Abbey i mogę z czystym sercem stwierdzić, że wszystkie żeńskie postaci wykreowane przez Juliana Fellowesa wciągają nosem te kartonowe postaci z Wiedźmina. Oczywiście można narzekać na seriale obyczajowe, że "nic się nie dzieje" i "nie ma akcji", ale poziom zniuansowania postaci, oddawania realistycznych emocji jest o kilka stopni wyżej niż w takim Wiedźminie.
Niestety ogromna część obecnych twórców "dzieł masowych" jest tak zafiksowana na punkcie płci (oraz innych "tożsamości"), że wszystko postrzega przez ten właśnie pryzmat. A skutkek tego jest taki, że nie dostajemy uniwersalnych i ciekawych postaci, tylko sztucznie wygenerowane ikony, których głównym celem jest reprezentowanie poglądów autora. Nigdy nie miałem problemu z tym aby utożsamiać się z postacią, która jest czarna, żółta czy jeszcze jaka. Nie miałem problemu by wcielać się w grach w postaci żeńskie (Tomb Raider, Hellblade). Jedyny wymóg jest taki, że muszą to być postaci ciekawie napisane i wiarygodne.
A wracając stricte do Wiedźfliksa, problem z bohaterkami w serialu nie polega nawet na tym, że są w centrum uwagi a na tym, że stały się po prostu nudne. Sapkowski dostarczył świetne postaci drugoplanowe, ale no właśnie, są one pomyślane jako drugoplanowe, więc rozciągnięcie ich wątków do poziomu pierwszego planu sprawiło, że zdają się być jak "masło rozsmarowane na zbyt wielu kromkach". Najlepiej to widać po Yennefer, która z tajemniczej, epizodycznej postaci w opowiadaniach, stała główną bohaterką i dostała czasu ekranowego prawie tyle co Geralt. Tylko, że co z tego skoro przez większość czasu widzimy te same motywy, które zostały rozciągnięte do niewiadomych rozmiarów... Niestety p. Hissrisch chyba zdawała sobie sprawę, że czegoś tu brakuje, więc postanowiła przetransferować na nią wątki innych postaci (co zresztą było już tu w komentarzach wspominane). Jak na razie zdołała "ukraść" wątek Vilgefortzowi, Philippie, Triss i Ciri, ciekawe kto będzie kolejny... Ostatecznie jedynym skutkiem "zmiany perspektywy" showrunnerki okazało się być pozbawienie jakiegokolwiek znaczenia wszystkich czarodziejów oraz uczynienie z Yen potworka na wzór tego od Frankensteina...
Troche tak jak z osobami trans, które pomimo odmiennej plci czuja się powiedzmy KOBIETĄ, jednocześnie zaprzeczając istnieniu płci. Zagubili się w bzdurach, dokladnie tak jak serial i ta pani showrunnerka. A. Sapkowski w swojej ksiazce napisal ze cale zlo swiata bierze się z myslenia, zwłaszcza osob nie majacych ku temu predyspozycji. Mysle ze ta mysl swietnie to pasuje do tematu:)
Netflix to właśnie ludzie tacy jak Lauren dlatego ten serial jest takim gniotem.
Bawi też Bagiński, który ciągle podczas wywiadów wyśmiewa polski serial a sam przecież pracuje przy paździerzu od netflixa :)
twórcy sami przyznali iż uważają swoją widownie za półgłówków wychowanych na tiktou i dlatego postanowili pozbawić serial logiki i postawić na emocje xD Prawdziwi tytani intelektu.
"Kłopotem dla mnie jest sama intryga, która – powiedzmy sobie szczerze – została napisana przez scenarzystów w sposób koślawy, a mimo jej mierności cały sezon orbitował wokół niej."
Intryga jest koślawa, kiedy jest robiona na siłę. A tą siłą jest potrzeba nadania kobietom WAŻNYCH ról. Moim zdaniem, w książkach miały wystarczająco ważną rolę i historie za które można było je pokochać. Wystarczy wspomnieć, że życie głównego bohatera, Geralta toczy się wokół kobiet i wydaje mi się, że jego życie pozbawione byłoby sensu bez kobiet pokroju Ciri i Yennefer. A to nadanie kobietom/bohaterom naprawdę dużego znaczenia, jeśli losy bohatera są od nich uzależnione. Serio, czego tu jeszcze brakuje? Czy autor tego newsa Patryk Łukasz Kubiak może mi odpowiedzieć?
W dodatku, tytuł książki i serialu to Wiedźmin, a są ludzie, którzy chcą jeszcze mniej tegoż wiedźmina w serialu, wtf. Jak dla mnie, serial jest mało wiedźminśki przez większość czasu, a czasem zdarza się ten lepszy moment. Generalnie jest to bardziej serial o wiedźmach i Ciri. Geralt jest tylko tłem dla ich historii.
Nikt by nie miał pretensji, gdyby te role kobiece były rzeczywiście kompetentnie napisane.
Ostatnio obejrzałem nowego Residenta i to było tak bardzo netflixowe że hej. Strasznie się z komplem chichraliśmy. Wiadomo że nie zawsze filmy się wzorują na oryginale ale tam to były jakieś jaja. Ale my nie oglądamy filmów z serii Resident Evil dla powagi a wręcz odwrotnie. Dla bzdur, głupot, dla jaj. I ten film w takich kategoriach jest świetny. Kolejny dobry resident który trzyma poziom durnowatości. Na Leona mówiłem Pablito bo tak wyglądał. W przypadku residenta było ok bo dlatego oglądam je ale taki serial jak wiedźmin to już inna sprawa i chcieli zrobić coś ambitnego ale wyszło nijak mimo że... są książki z których można czerpać świetne pomysły. Są na wyciągnięcie ręki... Nikt nie chcę skorzystać, ok... Twój cyrk, twoje małpy.
To dlatego z Yennefer i Triss zrobiła słabe czarodziejki. A były takie sile i pewne siebie.
Porównywałem ostatnio Wiedzmina sezon 2 z Netflixa z pełnometrażowym Wiedzminem z 2001 nakręconym przez TVP z Żebrowskim i Zamachowskim.
Oglądałem oba z Zoną i oboje doszliśmy do wniosku, że o wiele lepszy jest produkt Polski, mniej przegadany, nudny, bardziej wierny książkom, lepiej zagrany i nie nastawiony na gore i LGBT i absurdy typu elf murzyn itd.
Nie ma takich efektów to oczywiste, ale klimat słowiański lepszy, dialogi lepsze i nawet Jenefer mądrzejsza, narracja też lepsza i nie tak nudna i przegadana jak serial od Netflixa.
Polecam obejrzeć, ale piszę o pełnometrażowym Wiedzminie kinowym, nie serialu TVP.
Zgadzam się z Tobą.
O ile pod względem budżetu, rozmachu i efektów specjalnych netflixowy Wiesiek bije na głowę naszą produkcję - o tyle jeśli chodzi o fabułę, klimat, atmosferę, muzykę i grę aktorską nasz Wiesiek wypada po prostu lepiej.
Ale czy polski film to nie był po prostu kiepsko zmontowany serial?
Tak z czystej ciekawości, co jest absurdalnego w czarnoskórych elfach? Czarne smoki to też pewnie jakiś absurd?
Tak z czystej ciekawości, co jest absurdalnego w czarnoskórych elfach?
Afro na głowach.
Tak z czystej ciekawości, co jest absurdalnego w czarnoskórych elfach?
To ze ich ikoniczny wygląd i cechy charakteru nakreślił Tolkien i w zasadzie wszyscy to podchwycili. Tak że jak ktoś chce inne elfy, to niech je wymyśli i opisze sam w jakimś oryginalnym serialu (sam chętnie zobaczę jak to wyjdzie), tak jak np, zrobiono to w grze rpg (PnP) Earthdawn, a nie pieprzy przy materiale źródłowym "bo tak"
Qrde właśnie dlatego nie lubię Netflixa - jak nie 57 płci to feminizm na pełnej prędkości albo sexualizowanie dzieci. Nie jestem bigotem, ale wszystko ma swoje granice. Niech sobie zrobią epizod gdzie kobiety są na pierwszym planie i wyleczą swoje kompleksy. Byleby tylko nie zrobili z Wieśka transa haha
Czekamy w takim razie na ekranizację "Korzeni" z prespektywy Euroamerykanów oraz "Monologów waginy" z perspektywy heterosamca.
Czyli właśnie przyznała że prowadzi show nie z chęci tworzenia sztuki, tylko dla celów skrajnie ideologicznych.
Moim zdaniem wpierdzielanie w swoją prace swoich poglądów politycznych jest złe samo w sobie, osobiście jakbym miał coś zaadaptować to bym starał się to zrobić jak najwierniej oryginałowi, nawet jakbym miał zaadaptować książkę która opowiada o związku tej samej płci, zrobiłbym to mimo że tego nie popieram, to biznes.
Przede wszystkim jak ktoś nie lubi danego dzieła czy się z nim niech zgadza to po co w ogóle się za to bierze? Nie powinno to raczej działać tak, że dany filmowiec bierze do ręki książkę i jeśli go zachwyci to stara się ten zachwyt przenieść na ekran? Obecnie króluje podejście "oryginał mi się nie podobał i się z nim nie zgadzam więc zrobię z niego coś zupełnie innego, zgodnego z moim gustem i poglądami".
Pani Lauren powinna zapukać do showrunnerów The Expanse i poprosić żeby wytłumaczyli jej jak stworzyć ciekawe, silne, kobiece bohaterki bez wykoślawiania narracji i zamieniania adaptacji w przeciętny fanfik.
Ten serial jest tak głupi, że szkoda mi czasu na jakieś komentowanie. Jeśli ktoś to ogląda, to szczerze współczuję.
Czytałem Expanse, a także oglądałem serial ... no i oczywiście wszystko trzymało się kupy mimo pewnych różnic - serial świetny.
Czytałem Diune i oglądałem ostatni film ... aż mnie zaskoczyło jak dobrze można nakręcić film na podstawie książki zmieniając kilka rzeczy (oczywiście to dopiero I część).
Czytałem Wiedźmina i oglądałem serial ... aż dziw bierze jak bardzo można spierd... serial na podstawie książek.
Według mnie pani Hissrich powinna z takim podejściem zabrać się raczej za adaptacje książek Trudi Canavan ale niech już zostawi tego Wiedźmina w spokoju.
tyle w temacie.
Hamburgery zachwycone drugim sezonem wiedzmina, na imdb ocena serialu 8.2, komentarze pozytywne, wszystko się zgadza, są czarodzieje i czarodziejki, "smoki" magia i smutna muzyczka, dla widza z netflixa aż nadto. Nic się nie zmieni, jeżeli tandeta nadal będzie się dobrze sprzedawała.
Pozwólcie, że streszczę tą wypowiedź:
Główna historia jest o Geralcie dlatego zepchnijmy go na drugi plan bo inne postacie są według showrunner'ki tak samo ciekawe.
Dobrze wiedzieć, że serial z ogromnym budżetem i zespołem z doświadczeniem ma obiektywne podejście do produkcji. Bo szkoda by było gdyby z powodu osoby przewodniczącej wszystko się zepsuło prawda?
To świetna praca pani Lauren, powinna pani zostać zwolniona bo nie spełnia nawet celów które sama sobie postawiła.
Sapkowski stworzył silne kobiety ale dobrze wpasowane w czasy na jakich wzorowane zostało uniwersum.
Pasowały do obrazu średniowiecznego patriarchatu, świat był męski ale kobiety pełniły rolę majestatycznych filarów, postaci istotnych ale zmuszonych pracować na uboczu poza wyjątkami jak Cintra gdzie rządziła królowa, ale tam pokazana była rola Ciri jako następczyni tronu, która była wystawiona jak świnia na targu dla potencjalnych królów (co oczywiście Netflix w całości wyciął z serialu).
Ale właśnie duża część sagi opowiadała o tym, jak Ciri chce zerwać z rolą przynależną płci, taki mały pokaz siły o której Lauren mówi.
I wchodzi ona, cała na biało showrunnerka Hissrich, która zamiast odwzorować coś co dobrze u Sapkowskiego wyszło, to postanowiła zrobić po swojemu, żeby uwypuklić siłę kobiet.
A jaki jest efekt? Kobiety w serialu nie są silne, posiadają dużą moc ale nie są silne, są rozwydrzone, zagubione, uległe i niestabilne.
Trzy spośród najpotężniejszych czarodziejek świata dały się jak dzieci omamić jakiemuś potworowi który był na tyle słaby, że dał się zamknąć kilku mutantom w chatce a tu takie silne i potężne osoby dały się porobić jak dzieci, i to ta siła kobiet?
Sapkowski kreował kobiety jako takie filary, rzeczy które zawsze stały gdzieś z boku i z opanowaniem i pewną dyskrecją wpływały na losy świata. A Lauren zrobiła z nich atencyjne głupie baby.
Ustawiłem dziecku Netflixa z ograniczeniem do 7 lat i wyskoczyło mu jakies reality-show Gayekipa doradzająca modowe stylizacje...
Największy problem z tym serialem jest taki że im dalej scenarzyści odchodzą od prozy Sapkowskiego. Tym mniej ma to sensu.
Ten czy triss bądźmy szczerzy zawsze były obok. Były ważne ale jedynie towarzyszyły. Pisanie im nowej wątków i wplatanie ich na siłę powoduje że w serialu z każdym słowem jest mniej sensu
Jak tak dalej pójdzie to światowy przemysł sojowy pójdzie się grzmocić. Tradycyjnie autor robi za podnóżek dla lewaków ale to już norma. Śmieszy mnie najbardziej Sapkowski który jechał po grze od redów, a tutaj wychwala.... jedyne różnica jest taka że od Redów nie dostał zbyt wiele forsy