Jak radzicie sobie na zdalnym?
Lada dzień minie rok jak pracuję z domu i szczerze nie wyobrażam sobie już powrotu do biura na starych zasadach. Jeśli tylko będę miał wybór to mogę spokojnie cały czas robić z domu.
Lada dzień minie rok jak pracuję z domu i szczerze nie wyobrażam sobie już powrotu do biura na starych zasadach. Jeśli tylko będę miał wybór to mogę spokojnie cały czas robić z domu.
Qverty a ja jako podatnik nie wyobrażam sobie ze ZA MOJE będziesz "pracował" z domu.
No to jak za twoje robię to mnie zwolnij, poczujesz się lepiej
Mógłbym napisać że w moim wydziale efektywność pracy odkąd pracujemy zdalnie wzrosła ale co cię to obchodzi, ważne żeby urzędas gnił przy biurku w biurze bo ZA TWOJE.
Ta, Twoje. Dobrowolnie to może być Moje albo Nasze i ja tam nie widzę problemu w tym komu, jak i gdzie się wygodnie pracuje, póki pracuje.
ta padzislaw "za moje", szczegolnie ty masz duzo do gadania ze swoimi podatkami od pol etatu, nie wiem czy to "za moje" to na wywóz produkowanych przez ciebie śmieci starcza
Nie stać mnie na pracę na pół etatu.
Ale fakt. Jutro już weekend.
Służba zdrowia nie pracuje zdalnie, więc na tą chwilę praca zdalna mnie nie dotyczy. Ale pod koniec zeszłego roku kiedy jeszcze robiłem w handlu, w czasie zamknięcia galerii posadzili na call center - najgorsza praca jaką w życiu miałem, nawet nie wiecie z jaką radością przyjąłem wiadomość o otwarciu sklepów stacjonarnych.
Dzisiaj mija rok od dnia gdy po raz ostatni miałem zajęcia w trybie stacjonarnym. Początkowo — jak wszyscy — myślałem, że wrócimy po kilku tygodniach. Dziś doceniam fakt, że mogę bez żadnych problemów uczestniczyć w zajęciach na UJ będąc 3 700 km od Krakowa, oraz fakt, że będąc w Krakowie nie muszę tracić czasu na dojazd.
Jak widać można, ale zanim nasz system edukacyjny ulegnie jakiejkolwiek modernizacji to minie pewnie z kilkanaście lat...
Zgadzam się. Studiowanie online z domu jest świetne. W niektórych wypadkach, taka forma nauczania powinna zostać na stałe.
Radzić sobie jakoś radzę ale szczerze tego nienawidzę. Jestem osobą silnie ekstrawertyczną i po prostu potrzebuje kontaktu z ludźmi. Żadne siedzenie na kamerkach, czy pisanie na Slacku nie zastąpi mi normalnych rozmów. Moja branża (gamedev) akurat dobrze się odnalazła na home office co mnie martwi jeszcze bardziej jeśli chodzi o to kiedy wrócimy do biura.
Jedyny plus to taki że mogę się non stop opiekować moimi zwierzakami (szczurki) i w każdej chwili do nich przyjść.
dobrze jest hybrydowo, tak 2-3 a pozostale dni w biurze.
nie mozna az tak sie izolowac a troche lenistwa w domu tez jest wskazane :)
Szczerze mówiąc to aż za dobrze. Właśnie kończę sobie licencjat na drugim kierunku i na uczelni musiałem się pojawić dosłownie kilka razy, a tak to fajnie można pogodzić pracę i studia w domu, bez większego spinania się. A po skończonej pracy, nie trzeba tłuc się przez korki do domu tylko szybko się ogarnąć i skoczyć gdzieś do znajomych.
Ja też dzisiaj dokładnie rok na zdalnym. Niby wygoda jest, ale życie się tak nudne zrobiło, że chętnie wróciłbym do normalnego życia.
Niedługo minie rok pracy zdalnej, firma już nam zakomunikowała, że powrotu do biura na starych zasadach nie będzie, po epidemii zostanie wprowadzony tzw. model pracy hybrydowej, czyli np 2 dni z biura, 3 dni z domu w ciągu tygodnia.
Ciągła praca z domu jednak trochę mnie męczy, więc chętnie do biura - częściowo - wrócę.
Ja przede wszystkim cenię sobie pracę zdalną przez fakt, że mam małe dziecko i mogłem z nim być cały czas w domu co jest nie do przecenienia. Teraz już chodzi do przedszkola ale na dość krótko więc dalej połowę dnia jestem z nim. Oczywiście świetną rzeczą jest też po prostu więcej czasu dla siebie/rodziny.
Odpadają dojazdy, co w skali tygodnia daje mi dodatkowe 8-10h czasu czyli bardzo dużo. Plus moja praca jest bardziej zadaniowa niż dupogodzinna więc jak jest spokojniejszy dzień/tydzień to można pozałatwiać sobie jakieś sprawy czy po prostu coś w mieszkaniu zrobić.
Dodatkowo jako introwertyk nie mam specjalnej potrzeby kontaktu z ludźmi, także summa summarum dla mnie same plusy.
Znam takich, dla których małe dziecko w domu to argument właśnie za pracą z biura.
Od roku na zdalnej, ogólnie jest jak najbardziej elegancko, ale dopóki człowiek jeszcze nie ma dzieci. Myślę, że tryb hybrydowy byłby idealny, ale jak znam moją firmę, to tylko czekają żebyśmy wszyscy wrócili do biura przy najbliższej okazji. Z tego, co się rozeznałem to wydajność mocno poszła w górę, no ale... przechodzimy do tematów obszerności kadry zarządzającej, a umówmy się, stołka raz danego nikt po dobroci nie odda.
Ja tam zadnej zdalnej pracy nie mam, prawie codziennie musze cos zalatwic a laboratorium lub na produkcji wiec z siedzenia w domu nici.
Za to zona pracuje z domu, wiec przynajmniej z dziciakami mam spokoj bo jak wracam to juz wszystko zrobione ;)
Jednak na podstawie pracy mojej zony, widze ze zdalna praca to jednak czesto nizsza wydajnosc. Zdecydowanie trudniej jest egzekwowac targety i kontrolowac godziny pracy zespolowi.
W normalnych biurowych warunkach, musieli by siedziec i klepac normy a zona mialaby dostep do kazdego pracownika natychmiastowy. Szybsze zaltwianie problemo z normami lub zalatwianie problemow na jakie ekipa moze napotykac. W obencym przypadku ludzie pracuja jak chca, w wyniku czego zona zamiast pracowac 8h pracuje 10-12 bo wszystko sie wydluza i nie jest w stanie raportow zmknac w czasie. wiec do dupy z taka praca zdalna :)
Nie twierdze ze w kazdym przypadku tez jest ale u mnie w pracy gdzie administracja pracuje zdalnie tez mi sie wszystko wydluza. W normalnych warunkach to pojde do biura i powiem zeby cos zrobili tu i teraz i z glowy, a teraz to czesto trzeba wysylac ponaglenia bo sie sedza w domu i netflixa ogladaja.
U nas wydajność raczej wzrosła ale to też zapewne zależy od charakteru pracy. Dodatkowo np. ja przez ten rok nie byłem ani razu na zwolnieniu lekarskim. Były oczywiście dni z przeziębieniem ale przez to, że mogłem pracować z domu to nie było konieczności brać zwolnienia. Jakbym musiał jeździć do biura to na pewno tak z 1-2 tygodnie byłbym na zwolnieniu.
zona zamiast pracowac 8h pracuje 10-12 bo wszystko sie wydluza
U mnie podobnie. Choć branża inna. ;) Pracuję więcej (i dłużej) zdalnie niż stacjonarnie. Na szczęście, odpada chociaż czas przeznaczony na dojazdy do pracy.
u mnie praca zespolow wzrosla, bo nie tracimy tyle czasu na szmieszkowanie/spotkania
kazdy woli wstac za 5, zalogowac sie , ogarnac robote, ogarnac chate/dzieciaki/obiad :) a i tak robi wiecej niz w biurze.
u mnie praca zespolow wzrosla, bo nie tracimy tyle czasu na szmieszkowanie/spotkania
O to to! Jak widzę, że co poniektórzy pół dnia pitolą o dupie marynie rechocąc co 20 sekund, a potem i tak trzeba część ich pracy ogarniać samemu, to paru delikwentów wysłałbym do pracy zdalnej na stałe :>
U mnie absolutnie nic się nie zmieniło. Praca ciągle albo na planie, albo przy kompie :) wręcz bym powiedział, że roboty więcej, bo więcej onlinów i innych sytuacji, które normalnie by się nie odbyły.
jako pracodawca mogę powiedzieć że praca zdalna to jakieś -30% do wydajności, dodatkowo pustki w budynkach zamiast tętniącej życiem atmosfery wiecznej balangi tworzy depresyjny klimat. Wynajem leży w kluczowych branżach a te co są i wynajmują to poza banka mają z reguły przechlapane. Jak nic się nie zmieni na dłuższą metę to powoli nawet giganci odczują reakcje łańcuchową. Jedyny plus o ile w ogóle to że sporo zdesperowanych mężatek zalało rynek.
Zdesperowane mężatki zalały rynek? Rozwiń proszę myśl, bo nie wiem czy dobrze to zrozumiałem ;)
Jak ta mrówka trudziłem się całe lato życia i na co to mi było.
Teraz gdy jesień, a i zimę widać nieodległą, przygrywam na skrzypkach i rozwijam opowieści.
Mrówki się cieszą a i mnie niczego nie brakuje.
Zasiłek przepijam, choć już wątroba nie ta, a znój, pot, łzy, zalecam jeszcze w świetlaną wierzącym.
Tak to już jest ludziom biednym, żeby zimny wiatr w oczy liści nie nawiewał, umościć ciepły kąt zaranie muszą.
+
Hybrydowa jest bez sensu.
Cala zaleta zdalnej jest taka ze moga sie wyprowadzic do mniejszego miasteczka albo innego kraju i ciagle pracowac dla duzej firmy.
Jak kaza nawet 1-2 dni sie w biurze pojawic, to caly plan swobodnego zamieszkania zostaje zniszczony i rownie dobrze moga wprowadzic stacjonarny tryb.
Mimo iz mam firme z Warszawy to nie usmiecha mi sie placic 3000zl czynszu, wole sie wyprowadzic do mniejszej miejscowosci albo do cieplej hiszpani po palma siedziec.
Elastyczność pracy zdalnej z punktu widzenia pracownika - jak najbardziej na propsie, trzeba tylko to umieć ogarnąć.
Wszystko zależy od człowieka - ja po roku zdalnej pracy dostrzegam wiele plusów ekonomicznych, ale jeden wielki minus natury socjologicznej.
Człowiek strasznie się alienuje przez te wszystkie maile, teamviewery, meetsy, itd.
Nic nie zastąpi kontaktu z drugim człowiekiem, tzw. "face to face". Wypad do sklepu tego nie załatwi.
Planowałem pojawiać się w biurze te 2 dni w tygodniu, a tutaj dzisiaj mail, że... COVID. I kicha. Przynajmniej przez te 10-14dni.
Nic nie zastąpi kontaktu z drugim człowiekiem, tzw. "face to face".
I to jest w tym najlepsze, mój poziom szczęścia jest odwrotnie proporcjonalny do liczby ludzi, których muszę oglądać.
Tzn wiekszosc ludzi prace zdalna utazsamia z pandemia i zamknieciem. Wyobraz sobie ze pandemi juz nie ma.
Sloneczko swieci i mozesz sobie isc na spacer, spotykac z przyjaciolmi, fajnymi dziewczynami, do knajpy, jakies hobby w miedzy czasie. Czy nawet wyskoczyc do cieplego kraju i pare godzin poklikac pod palmom a potem cieszyc sie zyciem.
Zamiast siedziec 8h dupogodzin w biurze, nawet jak skonczyles wszystko wczesniej.
Sloneczko swieci i mozesz sobie isc na spacer, spotykac z przyjaciolmi, fajnymi dziewczynami, do knajpy, jakies hobby w miedzy czasie.
Przyjaciół mam w domu, piwo mam w lodówce, wszystkie moje hobby także mogę realizować we własnych czterech ścianach. Dlatego "Wyobraz sobie ze pandemi juz nie ma" to dla mnie nic trudnego, bo to, co dla ludzi było lockdownem, dla mnie było typowym wtorkiem.
Natomiast rozumiem, że wiele osób posiada instynkt stadny i bez kontaktu z innymi członkami społeczności dostaje do łba, a we własnych domach po roku czują się jak zwierzęta w klatce. Przy czym dla mnie od lat nie stanowi to żadnego problemu.
A przy okazji cieszę się, że wielu pracowników i pracodawców wreszcie zrozumiało, że klepanie dupogodzin w biurze dla samego odbębnienia przepisowego czasu jest bez sensu i tacy ludzie jak ja wreszcie mogą pielęgnować bez przeszkód i bez ściemy swoją niechęć do kontaktów społecznych.
Yoghurt - to nie chodzi jak ty żyłeś, bo wiele osób mieszka w zamku z którego nie musi wychodzić co najwyżej wysyła lokai po zakupy :) chodzi o to że jak ruszysz się z tego zamku w inne miejsce to zamiast widzieć tętniącego życiem miasta czy miejsc to widzisz pustki lub pustostany. Dla starych ramoli to bez znaczenia bo dla niektórych wystarczy WC i dostęp do internetu / ale dla dzieci taki świat jak po epidemi zombie to jedne wielkie G. Nie chciałbym aby moje dzieci żyły w takim klimacie i chce powrotu do normalności czyli ludzi jak mrówek na każdym kroku.
dla mnie to jest norma ->
a to normą nie jest - mimo że teraz nie wygląda to aż tak źle to nikt raczej nie chciałby żyć w takim wydaniu świata / co to za życie bez imprez, przyjęć, spotkań.
Alex -> No ale miasta nie sa puste przez to ze ludzie pracuja zdalnie tylko przez pandemie.
Nie mieszajmy tych dwoch pojec.
Jakby nie bylo pandemi a ludzie pracowali zdalnie to by wlasnie mieli wiecej czasu zeby wyskoczyc gdzies do restauracji, spotkac ze znajmoymi, pobiegac w parku i miasta by wlasnie tetnily wiekszym zyciem na pracy zdalnej.
Niz jak bylo dawniej miedzy 9-17 duze miasta byly puste bo kazdy musial siedziec i odbebnic 8h w biurze.
Praca zdalna to paradoksalnie wieksza swoboda i wiecej czasu na wyjscia i socjalizowanie sie. Jednym slowem praca zdalna = wolnosc.
Gdybym mógł to bym pracował na zdalnym cały czas, niestety od pierwszego marca przyszła informacja, że wracamy do biura,.
chcialbym juz moc isc do biura wtedy kiedy bede tego chcial, praca z malymi dziecmi w domu to nie praca :|
Z większości przedmiotów dobrze lub bardzo dobrze ze względu że facetka nie widzi że ściągam, jednak z fizyki i historii przejebane...
Jak dla mnie git. Na zdalnych studiach łatwiej o zaliczenia, poza tym nie muszę wstawać z dużym wyprzedzeniem tylko po to, żeby zdążyć na zajęcia, dzięki czemu mogę pospać godzinę dłużej. Na dodatek w praktycznie każdej chwili mogę coś zjeść, czy załatwić potrzebę fizjologiczną, co poprawia samopoczucie i wpływa pozytywnie na skupienie podczas zajęć. A no i podczas okienka nie traci się tych 2 godzin na szwendanie się po mieście, czy uczelni. Zamiast tego można odespać nieprzespaną noc, czy pograć w jakąś gierkę. Gdyby to ode mnie zależało, to już nigdy nie wróciłbym do stacjonarnego nauczania, a w przyszłości także i pracy.
Rownie dobrze wogole moze nie byc studiow tylko tutoriale z you tuba ogladac. Na to samo wyjdzie.
To już zależy od kierunku. Ja jestem na informatyce, więc zajęcia wyglądają identycznie jak normalnie, z tą różnica, że nie muszę jechać na uczelnię.
A no i dzięki studiom dużo jest dużo łatwiejsza droga do zatrudnienia. Pomijam już samo to, czy studia cię czegoś nauczą, czy nie. Chodzi o różnicę w nastawieniu pracodawcy. Jak jakaś firma współpracuje z uczelnią, to nie dość, ze możesz liczyć na normalnie płatny staż, to na dodatek firma będzie cię szykować na swojego pracownika. Jak nie jesteś studentem, to takiego komfortu nie masz i musisz już od razu wszystko umieć.
Temat rzeka, ale mozna sprowadzic do jednego zdania: Jak jestes dobry to sie bede o ciebie wszyscy zabijac.
Topowe firmy patrza tylko na to co potrafisz o papierek nawet sie nie pytaja, bo maja wlasne wewnetrzne testy i sami decyduja czy jestes dobry i sie nadajesz a nie czy miales 6 na dyplomie.
Moze niektore firmy maja swoich scoutow na uczelniach, ale tutaj rowniez wylawiaja tylko tych najlzdolniejszych i najlepszych, a nie biora wszystkich bo "studiuja na informatyce".
Nic nie robic a isc na studia. Wiadomo ze lepiej isc na studia.
Natomiast czystudiowac czy uczyc sie samemu tu juz powazniejsze pytanie.
Jesli jestes dobry i napierdzielasz kod po 8h dziennie, i czytasz mase forow, przykladow, tutorial jest duzo bardziej efektywne niz siedzac na uczelni gdzie nawet na informatyce 50% to jakies gowno przedmioty ktore ci tylko marnuja czas a ktore trzeba odbebnic.
Masz rację, ale nie każdy ma naturalny talent do programowania. A że brakuje programistów, to firmy chętnie wpółpracują z uczelniami, które dostarczają im kandydatów na pracowników. Jak się nie sprawdzisz, to trudno, ale jeśli tak, to masz przed sobą otwarte drzwi do bardzo dobrze płatnego zawodu.
Ogólnie to mam dwóch kumpli programistów, którzy dzisiaj pracują w jednej firmie. Jeden po studiach i stażu, a drugi to samouk, który nie ma nawet matury. Ten po studiach dostał się do firmy bez problemu, a ten bez matury miał problem, żeby w ogóle dostać się na rozmowę kwalifikacyjną. Udało mu się to dopiero za drugim razem jakieś 2 lata po pierwszej próbie. Sama rozmowa też nie była łatwa, bo z tego co mówił trwała 1,5 godziny i zadawali mu praktycznie same techniczne pytania. Nie muszę chyba mówić, którą drogą wolę iść.
^ Ale znow sie to sprowadza do tego co potrafisz.
Ja znam wielu po studiach informatycznych ktorzy po 5 latach, niewiele wyniesli. A znam jednego co rzucil studia na pierwszym roki i sam szperal po necie, uczyl sie na forach, grzbal w silnikach graficznych, jakies freelancerki robil. I po 3 latach dostal sie do topowej firmy a rok pozniej mial stanowisko senior. Podczas gdy studenci po 5 latach polowa nawet ledwo sie dostawali na jakis staz, bo oni wiedzy teoretycznej ani papierkow nie potrzebuja.
Jeszcze raz powtorze, na koncu liczy sie tylko skill. A jak zamierzasz do tego skilla dochodzic to juz calkowicie od ciebie, ktora sciezka pozwala ci osiagnac lepsze rezultaty.
No to wiadomo, że bez umiejętności i tak nic nie osiągniesz. Ja chciałem tylko zaznaczyć, że w przypadku moich studiów to nie jest tylko papierek, który nic nie daje. Sam tak wcześniej myślałem, ale przypadek mojego kumpla pokazuje, że jednak nie. Co ciekawe on też podobnie myślał.
Tak naprawdę szansa sprawdzenia się w firmie jest ważniejsza od tego papierka.
Psychicznie bardzo źle.
Gdy zajmuję się swoimi głównymi obowiązkami, wydajność mam znacznie lepszą niż pracując w biurze. Ale gdy szkolę, jest trudniej, nie ma pełnej interakcji.
Brakuję mi codziennego, normalnego kontaktu z ludźmi z pracy. I spontanicznych wypadów na piwo po pracy. Nie da się tego przeskoczyć.
Myślę, że wiele wniosłaby tu informacja o metrażu, na jakim żyjemy i liczbie osób w domu/mieszkaniu, bo to mocno wpływa na ocenę pracy zdalnej. Ostatnie kilka lat upłynęło mi z dziewczyną, narzeczoną, a teraz już żoną (to jedna i ta sama kobieta, nie trzy) na 28 m kw. Jej praca wiąże się z dość częstymi rozmowami. Ja głównie klepię w klawiaturę, ale też czasem muszę z kimś pogadać. No i powiem Wam, że jest mi już ciężko. Kiedy ona ma - jak to mówią w korpo - "kola", a do mnie ktoś zadzwoni, to muszę wychodzić do toalety i rozmawiać po ciemku, żeby nie było słychać łazienkowego wentylatora, który załącza się razem ze światłem. Szaleństwo:) Na szczęście chudy, ale w gruncie rzeczy piękny okres w kawalerce, dobiega końca :)
Od 7 lat pracuję zdalnie, więc niewiele się zmieniło. Praca w biurze to dramat, którego skutecznie od lat udaje mi się unikać.
Jesli daloby sie normalnie podrozowac to zloto, bo bym pracowal z cieplego miejsca. Jako ze sie nie da, to zyskuje czas z dojazdow, ale trace kontakt z ludzmi, takze nie jest ani jednoznacznie dobrze ani jednoznacznie zle.
Jest w pytę. Głównie dlatego, że odchodzi czas na dojazdy. W domu w wolnej chwili można coś ugotować itd. Ale brakuje też siedzenia z ludźmi w biurze. No i oczywiście wszystkiego innego co jest pozamykane przez rząd. U mnie i tak już są informacje o pracy hybrydowej w przyszłości o ile w ogóle to kiedyś minie.
Zalezy od pracy. Jak nie lubisz "kolegow" z pracy to tylko lepiej ze nie masz z nimi kontaktu. A jak lubisz to nic nie szkodzi zeby sie dalej umawiac z nimi na piwo.
Po prostu na zdalnej masz wolnosc z kim chcesz spedzac wiecej czasu, kiedy i gdzie.
Dalej są takie akcje ? >>>>>
Od roku na zdalnym, to najlepsze co przydarzyło mi się w historii pracy. Dużo więcej czasu dla siebie, nieporównanie zdrowszy tryb życia, cisza i spokój a do tego nawet efektywniej. Miałem dobry klimat w biurze, więc brakuje atmosfery heheszków i pogaduszek na lunchu z kolegami, więc nic nie miałbym przeciwko, by pojawiać się w biurze raz w tygodniu.
U mnie zdalne z jednej strony to koszmar szczególnie, że nadal się uczę (technikum here). W lutym odwołali mi praktyki na rzecz projektu "edukacyjnego" (to zostawiam do samodzielnej interpretacji). Z drugiej... no z drugiej też lipa, bo od tego zdalnego lenistwo przekroczyło dopuszczalne normy.
Pracuję jako pomoc techniczna w siedzibie firmy. Niestety nie wszystko da się zrobić zdalnie.
Wymieniamy się, co tydzień czyli teraz od 15.03 będę pracował z domu.
Generalnie tak sobie, zależy od dnia. Często mam wrażenie, że mam więcej roboty z domu, niż gdy jestem na miejscu.
Tak jak przypuszczalem, bedzie nudno. Jednak biuro, klient, dom czyli tygodniowy mix sprzed C19 byl najlepszy.
Dla osob, ktore takiej swobody nie mialy moze i pierwsze miesiace C19 byly fajne. Dla mnie raczej nie.
Jestem zwolennikiem mocnego rozdzielenia pracy od reszty zycia, a w domu to jest trudniejsze. Trzeba chowac laptopa do szafy itd. Do tego efektywnosc teamow spadla wiec trzeba ich albo scigac albo nadrabiac samemu.