9 na 10 graczy Mass Effect wolało być idealistą, a nie renegatem
To raczej przez świadomość, że ścieżka renegata blokuje misje i uśmierca postacie z którymi nie będzie dało się pogadać. Jak gra jest dobra to gracze chcą sobie przedłużyć czas rozgrywki.
To przede wszystkim dowodzi jak słaby był ten system w ME. Przecież tam wybory w większości sprowadzały się do bycia normalną osobą, a chamem bez powodu, do tego trzeba było w to jeszcze pkty umiejętności ładować. Biorąc pod uwagę i mechanikę, i klimat to ten system leżał i kwiczał.
Okazuje się, że wbrew „mainstreamowi” gracze to jednak porządni ludzie!
Ta, widać to szczególnie po tym jak zabijają wszystkich w mieście w takim GTA.
Co innego gta w którym cała gra jest zrobiona humorystycznie a co innego mass effect. Po prostu System moralności jest kiepsko zrobiony ,bo z bycia regentem (byciem podłym człowiekiem) nie widzimy żadnych korzyści. W skyrimie są dobre wybory moralne albo ratujesz człowieka albo dostajesz unikatowy item.
GTA 4 nie było zbyt humorystyczne, a i tak ludzie zabijali przechodniów.
System moralności jest kiepsko zrobiony ,bo z bycia regentem (byciem podłym człowiekiem) nie widzimy żadnych korzyści.
Co do tego się zgadzam.
bo z bycia regentem nie widzimy żadnych korzyści
W dodatku decyzje renegata często niezbyt pasowały do ogólnej sytuacji, a sam bohater robił z siebie tego złego na siłę.
Najgorsze jak wybieranie "tej złej" opcji dialogowej to po prostu to samo tylko powiedziane jak jakiś gbur...
Nic dziwnego - ile jest RPGów czy gier, gdzie dostajesz podobne nagrody na ciemnej stronie Mocy?
W przeważającej większości tytułów gracz miałby tylko pod górkę ze złą karmą.
Jak dla mnie to było zrobione najbardziej gównianie ze wszystkich gier. ustawilem sobie niczego nieswiadom że chce być tak z ziemi ale coś tam . i mi wyszło że jestem neutralny i za nic nie mam pkt podwójnych . spoko . ale potem chciałbym zostać renegatem a te teksty były nie tylko przywalone ale i bezmózgie xD . ogólnie ten wybór ze wpływa na pkt później było strasznie zacofane a dowiadujemy się o tym dopiero z instrukcji bo gra nie informuje ... więc nie da się wybrać optymalnego ustawienia dla siebie gdzie najwiecej zyskasz. bo dowiadujesz się albo nigdy albo po długim czasie gry i nie opłaca się od nowa .
Mam to w nosie czy ktos jest nie zadowolony ze strony która wybrałem, skoro to RPG gra ma dawać opcję wyboru a co za tym idzie i konsekwencje, a mnie ma cieszyć możliwość wyboru. Jakbym tego niechcial to bym nie grał w rpgi. A poza tym to wina twórców bo powinni zrobić grę w ten sposób by bycie renegatem się opłacało.
Uhm.. wiecie ile jest max-gamerów? Chcą zrobić wszystkie zadania.. jak dają 80% pobocznych zadań tylko dla idealisty, to jak mam grać renegatem skoro wolę grac kimś silnym niż słabym..
Przychodzi ktoś i prosi o pomoc.. odmawiam - mam z tego gówno i +5 do renegata.
Pomagam - mam z tego kasę, expa, przygodę i +5 do idealisty.
Nah.. gra poprostu nie jest stworzona pod granie renegatem. Nie ma być "And we put a lot of work in to the Renegade content too " Tylko equally as much!
Życie nie jest czarno białe więc te misje powinny być tak zrobione żeby wybierać "mniejsze zło". Pamiętacie taką grę Jade Empire? Tam żeby rozwinąć na maksa postać trzeba było albo iść ścieżką otwartej dłoni bądź zaciśniętej pięści. I jak się na początku wybrało ścieżkę to trzeba było przez całą grę się jej trzymać.
To przede wszystkim dowodzi jak słaby był ten system w ME. Przecież tam wybory w większości sprowadzały się do bycia normalną osobą, a chamem bez powodu, do tego trzeba było w to jeszcze pkty umiejętności ładować. Biorąc pod uwagę i mechanikę, i klimat to ten system leżał i kwiczał.
No właśnie. Wybory renegata często wydawały się nie pasować do sytuacji. Nie coś, co by powiedział/zrobił prawdziwy człowiek, tylko właśnie "wybory muszą być, ale nie mam żadnego pomysłu, co w tej sytuacji Shepard mógłby zrobić złego, wiec niech będzie zwykłym chamem".
No i jeszcze ME kładł nacisk na bycie postacią skrajną. Albo istnym świętym, albo kawałem ch****a. A ja wolę wcielać się w postacie bardziej niejednoznaczne. Jeśli mam taką możliwość, zawsze wychodzi mi anarchista gardzący prawami i nieufający władzy, ale w ogólnym rozrachunku postać pozytywna.
Dokładnie, wybory idealisty były czasami tak słodkie i głupie w swojej naiwności, że aż mdłe, ale prowadziły poprawnie narrację. Z kolei renegat były wyborami zwykłego idioty bez żadnego taktu, nie dało się tych opcji słuchać bez zażenowania, a nie dawały profitów poza stratami w kompanach i ogólnym byciem dupkiem.
To raczej przez świadomość, że ścieżka renegata blokuje misje i uśmierca postacie z którymi nie będzie dało się pogadać. Jak gra jest dobra to gracze chcą sobie przedłużyć czas rozgrywki.
Ja grałem idealistą nie dlatego, ale dlatego, że zawsze staram się wybierać dobro.
To bardzo dobrze spostrzeżenie i jest to właściwie wynikiem tego jak projektowanych jest większość gier. Wybierając granie tym "złym" w 9 na 10 RPG-ów "traci się" dostęp do ciekawych scen, ścieżek questowych, handlarzy, osiągnięć itd. Bardzo rzadko dostaje się coś fajnego czy pożytecznego w zamian (jak np. silniejszego bohatera w Vampyrze).
Twórcy zapominają, że udostępniając "złą" ścieżkę protagonisty, należy w jakimś stopniu rozbudować ten wątek. Najgorsze jest zablokowywanie dostępu do misji bez otrzymania nowych, które są pod złą postać.
To że ten system jest beznadziejny to wspominać nie trzeba. Sam przechodząc ME -naście razy nie przeszedłem go ani razu jako renegat. To jest po prostu granie chamem ot tak bez większego powodu.
A skąd niby te dane ?
Większość ludzi których znam przechodziła tą grę kilka razy, w większości renegatem. 92% to liczba wyssana z palca.
Przede wszystkim w grach jest problem żeby grać tym "złym". Albo sprowadza się to do bycia chamskim bez powodu w dialogach (i to chamskim w bardzo żenujacy sposób) albo uśmierca postacie czyli tak naprawdę skraca zawartość gry. Fajnie by było gdyby granie "na czerwono" odblokowywało jakieś ciekawe rozwiązania w zadaniach. Niestety ze świecą tego szukać, a już na pewno nie w bezpiecznym i poprawnym politycznie BioWare
W czasach świetności serii, czyli przed premierą ME3, miałem 4 zapisy do zaimportowania do trójki, jeden z nich był renegatem. Oczywiście samych przejść było sporo więcej i tak gdzieś 1 na 10 było renegatem.
W Mass Effect , na samym początku jest jeszcze przed pierwsza akcją Szeparda, pani doktor mówi kilka słów o Andersonie. Wydawałoby się że Szepard powinien postępować podobnie, w zależności od sytuacji być twardy lub nie. Tylko że w grze takie postępowanie jest karane, co jest zupełnie idiotyczne.
Nie zgodzę się że wszystkie akcje renegata były do bani i bez sensu. Były dobre w niektórych sytuacjach. To samo da się powiedzieć o niektórych tekstach idealisty, które zupełnie nie pasują do twardziela jakim jest Szepart.
Otóż to. Świat polityki nie jest czarno-biały. Do gry bardziej pasowałaby zasada mniejszego zła, że nawet chcąc dobrze, w rozgrywce na międzyplanetarnym poziomie, nie da się uzyskać idealnego wyniku czy kompromisu.
Bodaj w dwojce przesluchiwalismy takeigo polityka szemranego, Shepard z kumplem i wcielali sie w dobrego i zlego gline. I jako idealsita to trzeba bylo sie niezle napocic aby cos z niego wycisnac, A jako renegat - postraszyl goscia, i ten pekl niemal od razu. I to byl chyba (pominawszy kilka niezluch onelinerow) jedyny pozytywny efekt bycia renegatem.
Co do mnie to po prostu podejmowalem takie wybory, ktore uwazalaem za sluszne. I zwykle konczylem gre jako idealista w 3/4 i w 1/4 renegat.
Gadają coraz więcej o tym ME. Dawać mi tu kolejną grę w tym uniwersum a nie takie ciągłe pitu pitu...
Gry, w przeciwieństwie do prawdziwego życia rzadko premiują bycie zimnokrwistym. Mass Effect nie jest tu wyjątkiem.
Jest bardzo mało gier, gdzie można być degeneratem i coś więcej z tego mieć. Uważam że całkiem dobrze rozwiązali to w serii BioShock, gdzie było można być tym złym i więcej zyskiwać. Ale wtedy prowadziło to do złego zakończenia, lecz miało się znacznie więcej Adama. Więc coś za coś.
Ja we wszystkich RPGach gram złą postacią. Mass Effect nie był wyjątkiem. Ukończyłem całą trylogię z 6 razy, zawsze jako renegat. Ilekroć próbowałem grać paragonem to miałem poczucie, że "tego typu człowiek nie dałby rady uratować galaktyki, podejmując przy tym tak wiele trudnych decyzji". Renegat zawsze bardziej mi pasował do kogoś na kogo zrzucił los tak wielką odpowiedzialność.
Poza tym odgrywanie dobrych postaci jest po prostu nudne. Złe/niejednoznacznie moralne postaci mają moim zdaniem bardziej interesujący charakter.
Chociażby Kreia z KOTOra jest najlepszym przykładem albo właśnie renegat shepard, który/a żeby chronić i bronić innych musi być tym który podejmuje wątpliwie moralnie decyzje, ale ktoś musi.
ME 1 ciężko było przejść renegatem nie idealizując. Natomiast w ME 2 i 3 było to łatwiejsze i jakoś renegat miał lepsze teksty oraz wzbudzał grozę.
Za to przydział punktów do idealisty lub renegata był czasem absurdalny. Przykład: początek ME3 cytadela, idziemy najpierw do szpitala bo ranna została laską z którą się przespaliśmy -> idealista, idziemy najpierw na spotkanie z radą załatwić pomoc dla Ziemi -> renegat.
W gierkach można spróbować czegoś nowego, dlatego zawsze grałem idealistą.
Choć nie powiem, obejrzałem akcje renegata na Youtube i wiele z nich świetnie się prezentuje. : >
W GTA ja tez jestem tym dobrym.
Postacie złe zwykle mają w grach pod górkę, rzadko kiedy mamy z tego jakieś większe profity. W ME grałem dawno i już nie pamiętam jak to tam wyglądało, wiem że w dwójce i trójce starałem się być renegatem bo nie lubię w grach zbyt wyidealizowanych postaci, typowych bohaterów i tak dalej.
Teraz na przykład gram w RDR2 drugi raz i chciałem po ograniu na totalnej wczówce w postać zagrać jak typowy bandzior z dzikiego zachodu. I kurde o ile może jest jakaś "frajda" z rabowania cywilów, sklepów, brutalnego mordowania i tak dalej o tyle samo bycie złym się po prostu nie opłaca. Nie ma tu alternatywy tylko 0-1 i tyle. Rabujemy sklep w efektownej akcji? Spoko, ale nie zabraliśmy z niego tyle żeby można opłacić grzywnę jaka urosła na nas w tym czasie, a granie z grzywną jest irytujące bo ciągle musimy uciekać stróżom prawa na "czerwonych" terenach. Gdy w niektórych momentach gry mamy jakiś wybór moralny to wybranie "złej" opcji to najczęściej zero jakiegoś zysku. Inaczej, wybierzemy dobrze, robimy misje, coś się dzieje, coś zyskujemy. Wybieramy źle - nie robimy misji, nic nie zyskujemy, nie mamy alternatywny. W sumie jak tak na to patrzę to jak na grę tak zawaloną szczegółami i detalami do tego aspektu R* się nie przyłożył. Choć rozumiem poniekąd tą decyzję gdy przypomnę sobie pierwsze podejście, twórcy przygotowali postać domyślnie pod konkretną historię i ubrali w konkretny charakter. Immersja siada gdy Morghan rozprawia o życiu, ma rozterki moralne, z definicji wydaje się takim skurczybykiem ale o ciepłym sercu. A potem ja gracz związuje kobietę i rzucam na tory czekając na pociąg... nie można mieć wszystkiego.
Nie tyle nie opłacało się grać renegatem, co było nam to blokowane w konkretnych momentach, gdzie naturalnie pasowało do sytuacji... do tej pory pamiętam jak nie mogłem nawrzucać Quarianom, gdy chcieli wywalić Tali, tylko dla tego że miałem za dużo kliknięć niebieskich, albo jak kiedyś chciałem grac neutralnie i się po prostu nie dało, bo wszystkie opcje były wyszarzone...
Mroczne ścieżki w większości gry są często bezsensowne i nieuzasadnione, kiedy dało się zrobić dużo lepiej.
Wybory w wielu gry są często złudne i nie unikniemy KLUCZOWE sytuacji np. śmierć postać albo katastrofy. Mroczna ścieżka powoduje tylko więcej śmiertelne ofiary i przez to dalsza gry staje się mniej atrakcyjny.
Tylko przykładowe gry Wiedźmin 1-3 są lepiej zrealizowane, jeśli chodzi o wybory moralne. Na tyle, że chcę przejść W1-3 dwa razy. Wiedźmin 2 to po prostu mistrzostwo i nie widzę lepsze gry. No, inFamous też jest niezłe. Może Fable też nie jest zła, ale mogłoby być lepiej.
Dlatego większości graczy wybierają idealistą w Mass Effect, a nie renegatem, bo myślą, że okrutna ścieżka będzie to samo jak większości gry.
Mam wrażenie, że twórcy większości gry RPG "po cichu" spróbują nam wmówić, że bycie złym człowiekiem w realu jest nieopłacalny i lepiej jest być dobry i uczciwy.
Bo jest nieopłacalne, przeciętny bandyta żyje dość krótko i w stresujących warunkach, historia pokazuje że jednak wszyscy kończą marnie. Zresztą nie da się zrobić gry w której dostępna jest ścieżka bandyty i dobrego. To się nigdy kupy nie będzie trzymać. Owszem można zrobić jakieś wybory moralne tak jak w serii The Walking Dead: A Telltale Games Series, i to jest najciekawszy rodzaj wyborów moralnych jaki może zaoferować gra.
Ja przeszedłem Mass Effecty renegatem i do tego kobietą :) Chyba jestem w 1% ludzi którzy tak zrobili XD. Poza tym bzdurą jest że grając renegatem uśmierca się wszystko i wszystkich. Jako renegat nie zabiłem żadnych kluczowych postaci, więc nie wiem skąd takie dziwne tezy. Zadania poboczne niezależnie od naszej "moralności" nie były blokowane. Koniec końców i tak nasze wybory nie miały znaczenia.
Problemem w takich grach jest właśnie polaryzacja postaw. Zazwyczaj (jak właśnie w ME) musisz grać pod jedną, konkretną postawę, aby czerpać z niej profity ( w tym przypadku wybory podczas rozmów). Nie możesz grać neutralnie, raz postąpić tak, potem tak bez utraty części gry. Spróbuj przekonać Sarena pod koniec 1 części, zachować lojalność Mirandy i Jack w dwójce czy pogodzić Quarian z Gethami w trójce grając postacią neutralną lub ze zbyt małym stopniem którejś postawy. No nie dasz rady.
Może dlatego, że idealista w ME zachowuje się jak człowiek, podczas gdy wybory renegata to często bycie ch***em dla zasady? Chociaż nie jest aż tak źle jak w np. Fable
To żaden wybór gdy wybory "złe" są nielogiczne, nieopłacalne czy po prostu głupie.
Ba, złe wybory powinny ułatwiać, być bardziej opłacalne niż dobre i logiczne - dążenie do celu wszelakim kosztem.
Jśli złe wybory maja ułatwiać grę, to fabuła musi być pod to napisana, jak chcesz obronić złe wybory kiedy fabuła gry zakłada uratowanie świata przed jakimś zagrożeniem, a większość RPG się na tym opiera, na ratowaniu świata przed jakimiś złymi siłami. Zresztą aby świat w grze miał sens, musi tam panować jakieś prawo i muszą być siły je egzekwujące tak jak w normalnym świecie, wiec siłą rzeczy jak grac postępuje źle to i siły porządkowe będą go ścigać. Aby bycie złym miało sens i się opłacało trzeba by zrobić grę o karierze przestępcy.
Ja zawsze grałem renegatem. Idealista tak bardzo nie pasuje do Sheparda że jak próbowałem grać jako "good guy Shepard" to miałem zero immersji. Dla mnie Shepard to czlowiek który dąży po trupach do celu, jak trzeba to przypieprzy albo przystawi broń do skroni a nie zaprasza na pogawędkę przy herbatce.
Ja tam miałem wielką satysfakcję skazując radę w jedynce na śmierć i doprowadzając do dominacji rasy ludzkiej w galaktyce.
Nieprawda jest też to, że jako renegat nie można utrzymać wszystkich (których się da) przy życiu. Mass Effect jest tak zbudowany ze jak się ma max punktów idealisty albo renegata to rezultat wyboru będzie identyczny, jedynie sposób w jaki ten rezultat osiągniemy się zmienia.
Moim zdaniem to te dziwne dialogi, kiedy wybieramy odpowiedź ale właściwie nie wiemy co powie Shepard, psują immersję bardziej niż cokolwiek innego. Próbowałem wybierać odpowiedzi które moim zdaniem pasowały do Sheparda o bohaterskim pochodzeniu (bo takim grałem), ale niektóre były strasznie słabe, bardziej pasujące do jakiegoś pacyfisty zjaranego ziołem, a nie żołnierza.
Żołnierz nie musi być wcale złamasem kutanym dążącym do celu po trupach, wystarczy że jest bezwzględny wobec wrogów - a takiej możliwości gra nie dała. Albo kanalia, albo miękka faja.
Natomiast z radą w jedynce jest tak że cokolwiek zrobimy i cokolwiek powiemy rozmawiając z nimi, oni zawsze krytykują Sheparda - sprawdziłem to przy każdej kluczowej misji.
Najgorsze jest jak gra się renegatem i zdobywa się po kolei te punkty tu +3 tam +5 i nagle przychodzi wybór mówisz sobie - tu raz pójdę idealistą, a tam bach i nagle +15 idealisty.
Nie dziwię się. W pierwszej części granie renegatem oznaczało granie facetem z jajami, tymczasem w następnych były już za to pewne kary.